Prolog

-Ni! - krzyknęła mała blondynka przeciskając się koło grupki opiekunek stojącej na środku korytarza. Akurat wtedy zebrało się im na plotki, ale kto mógł im zabronić? Wszystkie dzieci przebywały wtedy w świetlicy i dobrze radziły sobie same w czasie zabawy, nie potrzebował do tego żadnej pomocy. Korytarz był dosyć długi a dopiero na jego końcu mieściła się nie zbyt duża sala w której spotykały się wszystkie dzieci. Sierociniec nie należał do największych ale był idealny dla tej grupki małolatów. Każde z nich miało swój pokój który dzieliły z trzema innymi kolegami.
Blondynka ubrana była w białą sukienkę w niebieskie kwiatki i białe trampki. Jej włosy było lekko zakręcone na końcach i spięte jasną błękitną spinką z kokardką.
Zaraz za dziewczynką kroczyła wolno jej mama. Ubrana była w czarną formalną spódniczkę i dopasowaną do tego marynarkę spod której wystawała błękitna koszula. Jej czarne obcasy wydawały głośny stukot za każdym razem gdy kobieta postawiła swoją nogę na pokrytej szarą wykładziną podłodze. Słynęła z tego, że nie ważne gdzie się wybierała zawsze wyglądała jakby szła na rozprawę sądową, mimo że nigdy nawet nie miała do czynienia z sądem.
W końcu dziewczynce udało się dotrzeć do świetlicy. Na początku rozglądała się z entuzjazmem po pomieszczeniu ale po chwili cała radość uleciała z niej jak powietrze z pękniętego balonika.
-Gdzie Ni? - zapytała patrząc smutno na swoją mamę.
Kobieta odstawiła na ziemię dwie torby wypełnione zabawkami które jak co miesiąc przywoziła dzieciom. Obróciła się do jednej z opiekunek i rozpoczęła konwersację. Była bardzo skupiona na tym co mówiła druga kobieta podczas kiedy jej córka dalej rozglądała się smutno po pomieszczeniu. Jej małe serduszko zaczęło bić coraz szybciej a oczy piekły od łez które próbowała przez cały czas zahamować. Po raz kolejny spojrzała na swoją mamę która tym razem klęczała przed nią na ziemi.
-Jego tu już nie ma kruszynko. - powiedziała jej mama równie smutno.
Dobrze wiedziała jak jej 7 letnia córka dogadywała się z jednym z chłopców z tego sierocińca. Prawdę mówiąc był on jedynym powodem dla którego blondynka namawiała co tydzień w niedzielę mamę by móc tu przyjechać. Kochała się z nim bawić i rozmawiać. Byli prawie jak rodzeństwo.
-On ma teraz rodzinę kochanie, jest szczęśliwszy. - dodała po dłuższej chwili.
Dziewczynka patrzyła na nią jakby właśnie oświadczyła jej, że św. Mikołaj nie istnieje. W końcu nie wytrzymała i zaczęła płakać wtulając się w swoją mamę. Już kiedyś jej mama rozmawiała z nią na ten temat. Ostrzegała ją, że pewnego dnia zajadą do domu dziecka a jego tam nie będzie. Oczywiste było, że nie będzie tam siedzieć przez cały czas, w końcu ktoś by go zaadoptował i to właśnie teraz się wydarzyło. W tym momencie nie płakała dlatego, że jej jedyny przyjaciel w końcu znalazł rodzinę i w końcu jest szczęśliwy. Płakała ponieważ wiedziała, że już nigdy go nie zobaczy, już nigdy nie będzie mieć okazji się z nim pobawić ani z nim pogadać.
-Choć kochanie, wezmę cię na lody, co ty na to? - zapytała jej mama patrząc jej w oczy z lekkim uśmiechem.
Nie mogła znieść smutku jaki widziała w oczach swojej córki. Zawsze starała się by niczego jej nie brakowało mimo że musiała wychowywać ją sama bo jej ojciec postanowił wyjechać na drugi koniec świata gdy tylko dowiedziała się, że jego żona spodziewa się dziecka. Po tym jak blondynka miała cztery lata i zapytała się mamy dlaczego wszystkie dzieci mają tatusiów a ona nie, nie mogła jej okłamać. Ale jak można wyjaśnić 4 letniemu dziecku że ojciec był okropnym człowiekiem który uciekał od wszelkich zobowiązań jak tylko się dało? Jej córka płakała po tym na okrągło przez pół tygodnia bo mimo że była mała naprawdę potrafiła wiele zrozumieć, a informacji, że jej tata je zostawił nie trzeba było jej powtarzać kilka razy żeby zrozumiała co to tak naprawdę znaczyło. Po tylu wylanych łzach które jej mama musiała oglądać postanowiła, że już nigdy nie pozwoli by jej córka cierpiała.
Tak szybko jak udało się jej wziąć swoją córkę na ręce udała się do wyjścia i auta. Posadziła ją na fotelu z przodu, sama usiadła po drugiej stronie za kierownicą. Po mniej niż kilku minutach były już w połowie drogi do galerii handlowej w której sprzedawano zdaniem jej córki najlepsze lody na świecie. Blondynka nie odrywała swoich oczu od przedniej szyby. Próbowała przestać płakać ale łzy cały czas spływały jej po policzkach. Kobieta podgłośniła radio i zaczęła śpiewać razem z wykonawcą.
-Don't worry, be happy.... - powtórzyła po raz kolejny spoglądając na swoją córkę.
Chciała jej powiedzieć, by naprawdę się nie martwiła, że jeszcze pozna wielu wspaniałych ludzi ale zanim zdążyła wypowiedzieć jakiekolwiek słowo obydwie poczuły mocne uderzenie a zaraz po tym szarpnięcie. Minęło zaledwie parę sekund a obydwie były już w wodzie, wciągane do głębin przez mętną rzekę.
Następną rzeczą jaką blondynka zakodowała w swojej pamięci było to, że z ogromnym trudem starała się złapać powietrze którego jej brakowało. Po kilku następnych krótkich sekundach które dla niej wydawały się wiecznością poczuła palące w oczy słońce i czyjeś ręce wyciągające ją na brzeg rzeki. Udało się jej odzyskać przytomność dosłownie na parę minut w ciągu których usłyszała syrenę karetki i zdanie które sprawiło, że jej serce pękło na kilka kawałków.
-Dobrze, że chociaż młodą uratowaliśmy. - usłyszała głos starszego mężczyzny i zaraz po tym ponownie straciła przytomność. 
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
A więc jest prolog :) 
Mam nadzieję, że wam się spodoba ta cała historia którą ułożyłam sobie w głowie. Jeśli maci jakieś uwagi albo chcieli byście po prostu skrytykować, albo pochwalić moją 'pracę' piszcie w komentarzach. Zależy mi na waszej opinii. Jeśli jesteście ciekawi co będzie dalej i nie chcecie przeoczyć kolejnego rozdziału upewnijcie się proszę, że zapisaliście swój user w zakładce 'Księga Informowanych'. Z góry dziękuję. :)