Rozdział 1

Przeczytaj notkę pod rozdziałem! 
Zoe's POV 
Podobno podróże kształcą. Tak się przynajmniej mówi ale osobiście nie czuje jakiejś wielkiej różnicy jeżeli chodzi o to co jest z moim umysłem i postrzeganiem świata. W swoim życiu zdążyłam być naprawdę w wielu miejscach. Od śmierci mamy ciągle przenosiłam się od jednego krewnego do drugiego. W sumie czasem byłam nawet u ludzi o których nawet nie wiedziałam że są moją rodziną. Dajmy na to wujek Jake i ciocia Miranda. Skąd oni się w ogóle wzięli w mojej rodzinie?
Każdy wujek, ciocia, babcia czy dziadek u którego zdążyłam przebywać przez ostanie 10 lat mojego życia w końcu się mnie pozbywał. Najlepsze jest to, że każdy miał inny powód.
Kiedyś na przykład mieszkałam w Mullingar razem z moją babcią. Jej wymówka była chyba najbardziej idiotyczną ze wszystkich. Stwierdziła, że mając 12 lat nie mogę całymi dniami siedzieć na dupsku w domu babci tylko powinnam się trochę bawić i szaleć. Śmiesz no nie? I tak wiem, że pewnie wymyśliła to na poczekaniu kiedy tłumaczyła to mojej cioci Mirandzie kiedy miałam do niej trafić. Prawdziwy powód był taki, że miała mnie po prostu dość. Każdy zawsze w końcu miał mnie dość. Ale co się dziwić? Jak można wytrzymywać z natrętną nastolatką która nie chodzi nawet do szkoły bo przez częste wyjazdy i przeprowadzki musiała podjąć się programu szkoły online? Chyba jedyną osobą która nie miała mnie dość był mój kuzyn.
Mark jest studentem, na ostatnim roku i szczerze mówiąc nie jest on typem aniołka. Praktycznie co 2 dzień był na jakiejś imprezie a co 4 impreza była u niego w mieszkaniu... czyli też w moim. To było trochę męczące. Nie wspominając o jego kumplach którzy rozbierali mnie wzrokiem jakby widzieli kobietę, albo raczej dziewczynę pierwszy raz w swoim życiu. W końcu Mark ogarną, że nie czuję się zbyt komfortowo w towarzystwie jego przyjaciół i nawet trochę w jego więc zadzwonił do mojej innej cioci i wszystko jej powiedział. Była na niego wkurzona ale w końcu i tak wylądowałam w samolocie do Londynu by po raz kolejny zamieszkać u kogoś innego. Tym razem ciocia Alison obiecała, że zostanę u niej na dłużej. W sumie to i tak mam to w dupie bo tak czy siak zostanę 'przesłana' dalej.
Zaraz po opuszczeniu pokładu samolotu ruszyłam aby odebrać swoje bagaże. Naciągnęłam czarną bluzę z białym napisem 'adidas' na ręce i zawinęłam w nią swoje pięści cierpliwie czekając na swoją walizkę koło taśmy.

Po jakiś 10 minutach w czasie których leniwie bawiłam się rękawem bacznie obserwując innych dopiero przybyłych do Londynu ludzi w końcu udało mi się odnaleźć moją walizkę. Szczerze powiem, że nie łatwo było podnieść praktycznie 20 kilogramów ale w końcu jakoś mi się to udało. Skierowałam się w stronę znaku 'WYJŚCIE'.
Zaraz po opuszczeniu hali do odbioru bagażów zobaczyłam moją ciocię stojącą na środku lotniska z wielkim napisem 'Zoe :)'. Podeszłam do niej z  uśmiechem na twarzy i szybko przytuliłam. 
Pachniała dokładnie tak jak to zapamiętałam, wanilią i cynamonem. Jej wygląd też za bardzo się nie zmienił. Dalej miała długie blond włosy które lekko zakręcały się przy końcówkach. Co ciekawe nie wydawało mi się nawet by postarzała się jakoś bardzo mocno. Ostatni raz widziałam ją gdy miałam 7 lat. Była na pogrzebie mojej mamy i to było nasze ostatnie spotkanie. Ciocia Alison jest jej siostrą ale nigdy tak naprawdę nie były ze sobą zżyte więc rzadko się widywały. Mimo, że były podobne jeżeli chodzi o wygląd to charaktery miały zupełnie inne. Ciocia była bardziej szalona niż moja mama która zawsze trzymała się swojego planu. Ostatnie 10 lat siostra mojej 'rodzicielki' spędziła na podróżowaniu po świecie i po prostu szukaniu przygód. 
Kobieta przytuliła mnie mocno i zaczęła przyglądać się mojej twarzy. 
-Jak ty wydoroślałaś! - powiedziała radośnie. - I urosłaś! - kobieta niemalże krzyczała na całe lotnisko. 
Parę minut później, czyli po tym jak moja ciocia jeszcze 10 razy napomknęła o tym jak bardzo się zmieniłam a ja 5 razy tłumaczyłam jej że wcale nie przefarbowałam włosów, znalazłyśmy się w drodze do jej domu. Nie mieszkała ona w samym centrum Londynu ale to chyba lepiej. Jej dom umieszczony był na obrzeżach tak więc była szansa, że nie będzie przewijać się tam tak dużo turystów. 
Od razu po wejściu do domu Alison ogłosiła, że mój pokój znajduje się po prawej stronie na piętrze zaraz koło łazienki która także jest tylko do mojej dyspozycji. Bez namysłu pobiegłam na górę szybko i zwinnie pokonując ciemne schody. Wbiegłam do pokoju praktycznie jak burza omal się nie przewracając. 
Podłoga była wykonana z ciemnego drewna a ściany miały kolor jasnej szarości. Na środku ściany na przeciwko drzwi stało wielkie łóżko pokryte białym mięciutkim kocykiem i brązowymi poduszkami. Z ogromnego okna  które także znajdowało się w pomieszczeniu, do środka wpadało parę jasnych promieni słońca. Przy łóżku po obu stronach leżały dwa futrzaste dywaniki których kolor był bardzo podobny do tego którym pokryte były ściany. Oprócz tego w pokoju było także wiele szafek na których stały pachnące świeczki o zapachu kawy lub czekolady. Jedna z nich wypełniona była stosem płyt różnych zespołów. Większości z nich nie znałam i zakładałam, że pochodziły one z dzieciństwa mojej cioci. Przejechałam po nich wolno palcami swojej ręki i omal nie krzyknęłam gdy zobaczyłam tam biały napis na jednej z nich głoszący Arctic Monkeys . Przejrzałam wszystkie płyty do końca i kiedy zobaczyłam płytę The 1975 wydałam z siebie głośny pisk. Moja ciocia pojawiła się w drzwiach pokoju niemalże od razu.
-Wszystko w porządku? Coś się stało? Coś ci się nie podoba? - popatrzyła na mnie z lekkim przerażeniem. 
Podniosłam opakowanie do góry i pomachałam nim z radością. 
-The 1975! 
Moja ciocia patrzyła na mnie na początku nie bardzo rozumiejąc co się dzieje ale już po chwili zaczęła się śmiać. 
-Rozumiem, że pokój się podoba. - zaśmiała się.

***
Zaraz po obiedzie który przygotowała dla mnie Alison, który był tak w ogóle pyszny,  poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Miałam w planach pójść na zakupy by dokupić potrzebne mi rzeczy do szkoły a przez długi lot samolotem czułam się trochę nieświeżo. 
Po długim czasie jaki spędziłam wpatrując się w swoją walizkę której jeszcze nie rozpakowałam postanowiłam założyć czarną letnią sukienkę w kwiatki oraz długi sweter tego samego koloru. Zdjęłam swoje okulary i położyłam je na półce. Następnie po raz kolejny udałam się do łazienki tym razem by założyć soczewki i zrobić lekki makijaż. 
Położyłam się na moim łóżku i otworzyłam laptopa. Podłączyłam się do wifi do którego ciocia podała mi wcześniej hasło i sprawdziłam swojego tumblr. Followersów nie przybyło ale pojawiło się parę nowych postów do zriblogowania. 
Po pewnym czasie kiedy cała moja ściana na tumblr była pokryta tylko moimi postami zamknęłam laptopa, zabrałam swoje białe trampki z walizki i zeszłam na dół. Moja ciocia siedziała przy stole i przeglądała najnowszy numer gazety Vogue. To w sumie ciekawe bo nie wygląda ona na kogoś kto interesuje się modą.
-Jak można się w ogóle w coś takiego ubrać? - zawołała.
-Ciociu? 
-Tak skarbie? - zapytała nie patrząc na mnie. 
-Bo jak wiesz... w tym roku idę pierwszy raz do normalnej szkoły i...
-I?
-Poszłabyś ze mną na zakupy? Proszę, proszę proszę! - pisnęłam. 
-Nie mam za bardzo czasu kochanie. - popatrzyła na mnie przepraszająco a ja zrobiłem minę smutnego pieska. - Ale znam kogoś kto chętnie z tobą pójdzie. 
-Masz na myśli Luka? - zapytałam bo tylko on mi przyszedł do głowy. 
Poznaliśmy się jeszcze kiedy żyła moja mama. Kiedyś musiała pojechać gdzieś na tydzień i ja wylądowałam u mojej cioci. Nie miałam co robić całymi dniami więc siedziałam z nim w parku rozmawiając o jakiś beznadziejnie głupich rzeczach. 
- Myślałam bardziej o jego siostrze Sophie ale myślę, że oboje chętnie spędzą z tobą trochę czasu. Zadzwonię po nich. 
Chciałam jej powiedzieć, że nie musi, że mogę zawsze iść sama ale zanim cokolwiek powiedziałam ona już rozmawiała z sąsiadką. No wiecie, angażowanie mojej cioci w zakupy to jedno ale angażowanie ludzi których prawie nie znam... to jest już trochę mniej komfortowe. 

***
-Więc Zoe, pierwszy raz idziesz do normalnej szkoły? - zapytała brunetka gdy siedzieliśmy w maku.
-Boże Sophie pytasz o to chyba czterdziesty raz. - jęknął brunet 
-W przeciwieństwie do ciebie próbuję ją trochę poznać! - powiedziała zirytowana dziewczyna. 
Zaśmiałam się. Oni byli genialnym rodzeństwem. Ciągle się sprzeczali i dokuczali sobie ale byli jednocześnie najlepszymi przyjaciółmi a to według mnie jest zajebiste. 
-Ja ją już zdążyłem poznać. Wiem, że ma na imię Zoe, jest w naszym wieku i nie mam nic przeciwko gejom, prawda? 
-Prawda. - powiedziałam dalej się śmiejąc i zabierając mu parę frytek z zestawu który sobie zamówił. 
-No i świetne bo było by z tobą źle gdybyś mnie nie lubiła. 
-Mhm...
-Halo właśnie powiedziałem że jestem gejem! Może jakaś reakcja? 
-Mam udawać że jestem w szoku czy co? Luke kochaniutki ty mój zauważyłam już że w każdym sklepie obczajałeś każdego kolesia i patrzyłeś się na ich tyłki, nie jestem głupia. - zaśmiałam się a Sophie przybiła mi piątkę. 
-O ty suko... - powiedział ale w jego głosie nie było słychać złości, bardziej rozbawienie. 
Następne trzy godziny spędziliśmy na lataniu po trzecim piętrze a potem szukaliśmy starbucksa bo został przeniesiony a Sophie nie mogła wyjść z galerii bez swojego truskawkowego frappucino. 
-To widzimy się na imprezie? - zapytał Luke kiedy staliśmy pod moim domem. 
-Jakiej imprezie? 
-Jutro? Impreza? U Nialla?
-Czekaj kto to Niall? - zapytałam całkiem zdezorientowana na co Luke przywalił sobie otwartą dłonią w  twarz. 
-Ej, ma prawo go nie znać, jest tu dopiero parę godzin... - powiedziała Sophie próbując mnie usprawiedliwić.
-Ugh... po prostu.... UGH! - mruknął Luke
-To o której ta impreza? 
-O 12 będę u ciebie i wszystko ci powiem jasne? Plus powinnaś mi dziękować bo zaproszenia na imprezę do Nialla to jak wskoczenie na kolejny stopień przeskakując dziesięć innych na piramidzie popularności...
- Nic nie zrozumiałam Lukie. - zaśmiałam się po raz kolejny. 
-Ugh z tobą to jak z dzieckiem. - jęknął. - Widzimy się jutro o 12.
Zaśmiałam się a brunet się do mnie szeroko uśmiechnął. Wiedziałam, że mimo tego jak bardzo zirytowanie brzmiał ta cała sytuacja bawiła go tak samo jak mnie.
-Papa - pomachałam im na do widzenia i poszłam do domu. Cioci nie było więc bez zastanowienia udałam się na piętro i rzuciłam się na łóżko. Nie spałam do godziny 3 nad ranem bo dopiero wtedy skończyłam oglądać Teen Wolf i riblogować obrazki z moim kochanym Dylanem O'brain'em na tumblr.
Rano obudził mnie irytujący głos pewnego chłopaka geja. Luke... jak on tu w ogóle do cholery wszedł?
-ZOE SUKO DO JASNEJ CHOLERY BO ZARAZ WYJDĘ Z SIEBIE! - wydarł się mi do ucha a ja wystraszona spadłam z łóżka.
-Ała... pojebało? - popatrzyłam na niego masując swoją głowę.
Nie wiele byłam wstanie zobaczyć bo oczywiście nie spałam w okularach ale jasne było że on się ze mnie nabijał.
-Co ty tu robisz? - jęknęłam wskrobując się na łóżko.
-Jest już 12. 20 ciesz się, że dałem ci dodatkowe 20 minut. Wstawaj albo obleje cię wodą. - mruknął.
-Luke... błagam....
-Wohoho błagasz? O co mnie błagasz? Bo mam nadzieję, że wiesz, że jestem no wiesz.... bardziej w facetach.
Pojebany człowiek.
-Głupek. - powiedziałam rzucając w niego poduszką na co się zaśmiał.
Następnie chwycił mnie za ręce i pociągnął do pozycji siedzącej.
-Ubieraj się, idziemy do skateparku. - powiedział jak do dziecka.
Wstałam niechętnie i podeszłam do szafy z której wygrzebałam jasne szorty i koszulę w kratę, następnie skierowałam się do drzwi łazienki. Zrzuciłam z siebie piżamę i wskoczyłam pod prysznic. Odkręciłam wodę a ciepła ciecz zaczęła oblewać moje ciało co sprawiło że poczułam przyjemne dreszcze. Umyłam głowę i wkrótce byłam już poza kabiną szukając mojej bielizny. Której kurwa oczywiście zapomniałam. Owinęłam się dokładnie ręcznikiem i wyszłam z pomieszczenia by chwilę później znaleźć się z powrotem przy mojej walizce. Luke zmierzył mnie wzrokiem.
-Tylko nie mów, że chciałaś nie zakładać bielizny. - zaśmiał się.
-Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne. - powiedziałam kiedy w końcu udało mi się znaleźć to czego szukałam.
-Zgaduję, że często ci się to zdarza...
-Za często... - mruknęłam.
Wróciłam do łazienki i zaczęłam się ubierać z całych sił powstrzymując się od patrzenia w lustro. Nie lubiłam patrzeć na swoje ciało bo zawsze gdy to robiłam znajdywałam miliony powodów dla których miałam ochotę zwymiotować ostatni posiłek lub po prostu już nigdy więcej nic nie jeść.
Wcisnęłam się w moje szorty i zapięłam koszulę. Umyłam twarz i nałożyłam lekki makijaż oczywiście przedtem zakładając też moje soczewki. Wyszłam z łazienki i weszłam do pokoju by zobaczyć Luke który grzebał mi w telefonie.
-Luke? Co ty do cholery robisz? - zmarszczyłam brwi.
-Spokojnie Suko, nie czytam ci wiadomości. - wstał z łóżka i podał mi mój telefon. - Idziemy?
Pokiwałam głową po czym chciałam sprawdzić czy chłopak nie zmienił mi czegoś w telefonie. Zaczęłam śmiać się jak głupia gdy zobaczyłam selfie bruneta na mojej tapecie.
-Mówiłam już, że jesteś głupi? - zapytałam kiedy schodziliśmy po schodach.
-Na razie tylko 2 razy w ciągu jednego dnia. - zaśmiał się.
-Kurcze muszę to nadrobić.
Wciągnęłam moje białe trampki na nogi i zabrałam swoją deskę po czym udaliśmy się do skateparku tak jak obiecał Luke.
Na miejscu byliśmy około 15 minut później. Oczywiście zdążyli byśmy trafić tam wcześniej gdyby nie fakt, że Carter za mną biegł i co każde 20 m kazał mi się zatrzymać. I on chce mi wmówić, że będzie startować do drużyny piłkarskiej w szkole? Chyba śnij.
Na miejscu od razu chciałam iść na rampy ale chłopak powiedział, że nie ma takiej opcji bo nie po to tam poszliśmy. Byłam strasznie zdezorientowana bo po co przychodzić do skateparku jeśli nie po to by móc poćwiczyć swoje umiejętności na desce. Podeszliśmy do grupki jakiś ludzi. Były tam 2 dziewczyny i 3 chłopaków.
-Boże co tak długo? - jedna z dziewczyn na nas spojrzała.
Miała blond włosy z lekkimi ciemnymi odrostami. Oczy miała mocno podkreślone czarną kreską. Zmierzyła mnie wzrokiem a ja mogłam zobaczyć, że nie spodziewała się mnie. Mogłam zobaczyć, że nikt z nich się mnie nie spodziewał. Popatrzyłam niepewnie na Luka a później znowu na nich.
-Kto to? - zapytał jedne z chłopaków.
Chyba był jedynym który nie patrzył na mnie jakby chciał mnie zabić. Miał zielone oczy które się aż do mnie uśmiechały. Jego włosy wyglądały jakby od lat nie widziały czegoś takiego jak grzebień a każdy loczek wywinięty był w inną stronę.
-Zoe, córka siostry sąsiadki mojej babci która przyjaźni się z moją mamą. - powiedział na jednym wdechu i usiadł koło dziewczyny z mocnym makijażem.
-Um... Cześć? - powiedziałam niepewnie.
Loczek wstał i podał mi rękę.
-Jestem Harry.
-Miło poznać. - uśmiechnęłam się i spojrzałam na drugiego chłopaka który tam siedział. Jego wzrok mógł zabić, serio.
-Nie chcę psuć nastroju czy coś ale mieliśmy nadzieję, że przyjdziesz z jakimś facetam a nie... no cóż... dziewczyną. - mruknęła nastolatka z odrostami.
Luke przewrócił oczami.
-Nie wiem gdzie jest Niall, jasne Eva? - popatrzył na nią wymownie.
-Bla bla bla. - mruknęła tylko.
Przynajmniej już wiem, że ma na imię Eva.
-Tak więc, Zoe, To jest Louis, Harry, Sam, Jessica i Eva. - powiedział Luke wskazując wszystkich po kolei.
-Miło was poznać. - uśmiechnęłam się uprzejmie mimo, że cholera czułam się tak niezręcznie, że tego się nie da opisać. Wszyscy się na mnie gapili. -To ja.... umm... idę na rampy. - i jak powiedziałam tak zrobiłam.
Od razu po zrobieniu paru tricków poczułam się pewniej. Tak byłam dziwną dziewczyną bo w sumie to tylko na desce i tumblr czułam się pewnie. Po pewnym czasie spojrzałam w stronę nowo poznanej przeze mnie grupki by sprawdzić, czy Carter nigdzie mi nie uciekł. Musiałam długo przekonywać siebie samą do tego by pójść tam do nich i trochę pogadać. Z jednej strony nie chciałam wpierdalać się w ich paczkę ale nie chciałam też być traktowana jak jakiś ktoś bez znajomych i ogólnie dzikus który ucieka od towarzystwa.
Kiedy do nich podeszłam zobaczyłam, że pojawiła się nowa postać. Chłopak siedział na desce i wpatrywał się w swój telefon. Miał blond włosy które przy skórze były ciemniejsze. Ubrany był w czarne rurki i białą koszulkę z napisem "Dope".
-Dobrze jeździsz. - przyznał Harry uśmiechając się do mnie.
-Dzięki. - powiedziałam cicho.
-Umiesz tylko na zwykłej czy też na np. penny board?
-Najlepsze tricki wychodzą mi na zwykłej, Long board jest najlepszy na dłuższe jazdy a penny board tak rekreacyjnie i w sumie z nim mam największy problem nie wiem czemu. Poza tym umiem jeszcze na snowboardzie. - powiedziałam patrząc na loczka.
-Sama się uczyłaś? - usłyszałam głos Sama.
-Yup. Samouk ze mnie. - zaśmiałam się.
-Może porozmawiamy o rzeczach ważnych? - powiedziała najwyraźniej znudzona Eva. - Niall co z imprezą?
-A pro po Sophie nie będzie. - powiedział Luke na co Sam zrobił duże oczy.
-Czemu? - zapytał.
-Zadzwoń do niej i się zapytaj debilu, nie jestem pocztą żeby ci informacje przekazywać kurwa tak? - powiedział trochę groźnie.
-Luzuj majty stary. - na te słowa wszyscy się zaśmiali, nawet Carter.
-Dążąc do końca mojej wypowiedzi... Zoe wskakuje na jej miejsce. - popatrzyłam na niego podnosząc jedną brew.
Serio? 'Wskakuję na jej miejsce'? Co to jest kurna jakiś kurs żeby się zapisywać? Jeszcze rekrutację niech zrobią.
-A to z jakiej paki? - odezwał się blondyn dalej na nas nie patrząc.
-Jesteś mi winien przysługę Horan, z takiej paki.
Blondyn popatrzył na Luka a potem na mnie. Miał błękitne oczy, których barwa była tak intensywna, że wyglądały jak przerobione w photoshopie. Omal nie otworzyłam ust kiedy zobaczyłam w nich coś znajomego. Ja znałam te oczy. Ja je cholera jasna znałam. I kurwa chyba nawet wiem skąd.
 _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Chciałam bardzo przeprosić za to, że tak długo musieliście czekać na rozdział. Obiecuję się poprawić i postaram się by teraz pojawiały się one co tydzień. 
W zakładce Zwiastun możecie obejrzeć oczywiście zwiastun bo cóż innego wykonany przeze mnie. Mam nadzieję, że wam się spodoba bo szczerze mówiąc nie jestem specjalistką w tym 'zakresie'. 
Jeśli jesteście ciekawi co będzie dalej i nie chcecie przeoczyć kolejnego rozdziału upewnijcie się proszę, że zapisaliście swój user w zakładce 'Księga Informowanych'. Z góry dziękuję. :) 
Czytasz? Skomentuj proszę, to dla mnie ważne. :)