Rozdział 3

*przeczytaj notkę pod rozdziałem* 

Na festyn dotarliśmy około godziny 16 bo Luke upierał się by być koniecznie przed czasem rozpoczęcia tak żeby mógł przyjrzeć się jakimś dupeczką. A jako, że to Carter oczywiście nie miał namyśli dziewczyn. Zajechaliśmy tam taksówką i poza Niallem, Louisem, Harrym i chłopakiem który poprzedniego dnia stał na bramce, z naszej paczki nie było nikogo. Teren na którym miał być organizowany festiwal nie był specjalnie duży ani przygotowany. Było to po prostu ogromne pole z niewielką sceną i paroma budkami przeznaczonymi na jedzenie i picie.
Od razu po przyjeździe poszliśmy razem z Sophie i Lukiem za scenę ponieważ dostaliśmy cynka od Horana że właśnie tam czekają. I tak jak napisał byli tam. Chłopacy siedzieli na trawie i rozmawiali o przebiegu ich małego koncertu kiedy blondyn siedział na blaszanych schodkach i wypalał do końca swojego jak podejrzewam nie pierwszego papierosa. Wszyscy zmierzyli mnie wzrokiem a Harry był jedynym który od razu szczerze się do mnie uśmiechnął pokazując swoje dołeczki w policzkach.
-Hej. - powiedział radośnie do nas wszystkich.
-Dziewczyny też będą? - zapytała od razu Sophie po tym jak usadowiła się na zielonej, miękkiej trawie przy Louisie. Ja usiadłam zaraz obok niej mimo, że pewnie sama wybrała bym miejsce koło loczka ale bałam się, że znowu zostanę obrzucona wściekłym spojrzeniem Tomlinsona.
-Mhm.. mają przyjechać koło 18 razem z Samem.
-Czyli on też będzie? - od razu uśmiechnęła się szerzej.
-Przecież ci mówiłem, że jeśli on spije się tak jak ostatnio to będziesz mieć okazję... no wiesz na co... - tym razem odezwał się Luke, następnie wyjął paczkę papierosów z kieszeni którą po chwili rzucił w stronę nieznanego mi chłopaka. - Byłem ci winny.
-Boże Luke, skończ już z tym... - Sophie przewróciła oczami.
-Okej, poważnie Sophie? Każdy wie co się między wami dzieje. - wszystkich oczy skierowały się w stronę lekko podirytowanego, jak można było przypuszczać po jego głosie, Nialla który odpalał właśnie kolejną fajkę.
-Tak ty wiesz najlepiej prawda Horan? Bo akurat masz w tym wszystkim największą wprawę. - warknęła moja przyjaciółka.
-Mówię ci jak jest. - chłopak wzruszył ramionami.
Sophie westchnęła cicho z irytacji a całe to napięcie zaczęło powoli uciekać a sytuacja znowu wracała do normy.
-To co zamierzacie zagrać? - zapytałam bo cisza jaka panowała pomiędzy nami wszystkimi zaczynała mnie już trochę irytować.
-Gramy tylko 1 piosenkę i raczej wątpię, że ją znasz. - mruknął Horan.
-Czemu tak uważasz?
-A ja wiem? Wyglądasz raczej na kogoś kto jest bardziej zakochany w bardzo popowych pioseneczkach.
-Ta... - przewróciłam oczami.
-Będziemy grać Naive... - zaczął Louis.
-The Kooks?
-Znasz ich? - zapytał Niall.
-Co? Jednak nie jestem taką całkowitą faneczką tylko popowych piosenek? - zaśmiałam się.
-Ale jesteś faneczką.
-Może.
Wszyscy się zaśmiali.
Reszta wieczory minęła nam naprawdę miło. Przynajmniej w moim odczuciu. O 18 przyszły dziewczyny no i Sam. Jako, że zespół chłopaków nie był jedynym który występował cała impreza trwała naprawdę długo, a około 21 scenę przejął jakiś didżej który puszczał naprawdę niezłą muzykę. Ostatecznie skończyliśmy wszyscy siedzą na trawie na terenie festynu i pijąc piwo którego ja oczywiście nie ruszyłam. Rozmawialiśmy i słuchaliśmy jak chłopacy mówili co mogli by jeszcze poprawić chociaż moim zdaniem i tak wszystko wyszło im genialnie.
Zbliżała się dwudziesta druga kiedy Sophie i Sam poszli na spacer a nikt z nas nie wyglądał na zaskoczonego i chyba dokładnie wiedział co się szykuje. Następnie z naszego grona zniknął także Luke a Eva i Jessie poszły jak to same określiły "na łowy facetów". Harry i Louis byli przez cały czas we własnym świecie więc chyba też mogę uznać to za ich nieobecność. I w ten sposób nasze grono zmniejszyło się do mnie, Nialla i Liama bo tak podobno miał na imię chłopak którego widziałam poprzedniego dnia na kwalifikacjach stoją na bramce.
-Jak to możliwe, że nigdy nie widziałem cię w szkole? - zapytał brunet.
-Jest nowa, pierwszy raz poszła do szkoły w tym roku i wyprzedzając twoje pytanie, po prostu dużo podróżowała. - odpowiedział blondyn a ja popatrzyłam na niego lekko zdziwiona.
-I jak ci się podoba szkoła?
-Fajna jest, przynajmniej mam jakiś znajomych. - powiedziałam i dopiero po chwili zorientowałam się jak desperacjo brzmiałam.
Chłopacy się zaśmiali.
-Nie to miałam namyśli no... - jęknęłam cicho.
-Mniejsza, chcesz? - Liam wyjął w moją stronę puszkę piwa.
-Dzięki nie piję. - uśmiechnęłam się leciutko.
-Boże, jak tak można? - zaśmiał się brunet.
I tak minął mi cały festiwal. Na siedzeniu i śmianiu się z Liamem i Niallem. I muszę przyznać, że ten drugi jest naprawdę w porządku chociaż szczerze mówiąc nie spodziewałabym się tego.
Do domu pojechałam taksówką z Niallem bo podobno Liam mieszka za daleko i by było to mało opłacalne. I tak, mogę otwarcie powiedzieć, że kiedy Horan nie był tym zarozumiałym facecikiem co ciągle pierdoli o seksie i laskach to był naprawdę fajny. I serio aż sama nie wierzę, że to powiedziałam i chyba będę tego żałować.
~***~
-Chyba żartujesz, żartujesz prawda? - jęknęłam do telefonu.
-No proszę proszę prooooszę. - usłyszałam błaganie Sophie.
Od jakiś 15 minut Sophie próbowała namówić mnie na wyjście z Samem i nią bo jak to sama ujęła ona jest zbyt nieśmiała.
-Ugh... tylko cię tam odprowadzę rozumiesz? - mruknęłam znudzona i zsunęłam się powoli z łóżka.
-Jezu dzięki że chociaż tyle. To ja lecę się szykować. - pisnęła  radośnie i się rozłączyła.
Była godzina 15.32 i tak od rana nie wstałam z łóżka. No nic nie poradzę na to że było mi tak strasznie cieplutko i milutko. Zamiast wychodzić gdzieś wolałam poleżeć, poprzeglądać tumblr i obejrzeć po raz kolejny cudownego Dylana O'braina w roli przyjaciela z dziwnymi pomysłami w serialu Teen Wolf.
Ziewnęłam i przeciągnęłam się. Wczorajszej nocy poszłam spać koło 4 albo nawet po 5 bo dopiero o 3 wszyscy zaczęli się zbierać a potem kompletnie nie czułam się zmęczona. Możliwe, że to przez to, że podobno zasnęłam w pewnym momencie na godzinę leżąc zwinięta i przytulona do Luke'a. Dobierz, że do niego a nie kogoś innego.
Podreptałam do łazienki wcześniej wyglądając za okno by sprawdzić jaka jest pogoda. Wyglądało na dosyć chłodno więc założyłam na siebie mój trochę za duży szary sweter z czarnymi gwiazdkami który po prostu uwielbiałam, do tego postanowiłam wcisnąć się w czarne rurki z przetarciami a raczej dziurami na kolana a na nogi założyłam moje czarne vansy. Po przyjrzeniu się sobie samej w lustrze z dumą stwierdziłam że nie jest tak źle ponieważ szeroki sweter nie podkreśla tak bardzo moich krągłości i chyba po raz pierwszy od dawna moje nogi nie wyglądały jak dwie parówki. Zauważyłam, że na dworze wiatr dosyć mocno poruszał liśćmi na drzewach więc zdecydowałam się wcisnąć na głowę jeszcze moją czarną czapkę. Nie miałam ochoty chorować a przecież i tak miałam tylko odprowadzić Sophie i wesprzeć ją trochę przed tym bardzo stresującym momentem w jej życiu. Aha. Szkoda że ja do cholery nawet nie wiedziałam co oni będą robić!


Nie chciało mi się nawet zakładać soczewek więc tylko wsunęłam okulary na nos. Zbiegłam na dół, zabrałam deskę z przed wyjścia i dosłownie kiedy chwyciłam za klamkę moja ciocia odezwała się przypominając o swojej obecności.
-Gdzie idziesz? - zapytała spokojnie nie odrywając wzroku od telewizora i wiadomości popołudniowych.
-Sophie chce żebym ją gdzieś odprowadziła. - uśmiechnęłam się w jej stronę ciepło.
-Dobrze, tylko nie wróć tak późno jak wczoraj dobrze? - powiedziała a ja jestem pewna że była naprawdę rozbawiona.
-Jasne. - zaśmiałam się cicho i wyszłam z domu.
W tym momencie byłam dumna z siebie i tego, że podjęłam decyzję o założeniu tego swetra i czapki. Na dworze było naprawdę zimno i ani jeden promień słońca nie docierał do mnie przez gęste chmury.
-Ugh. - jęknęłam sama do siebie, naciągnęłam rękawy od swetra i schowałam w nim swoje pięści.
Przeszłam do domu Sophie który znajdował się na tyle blisko, że jazda na desce naprawdę nie była opłacalna.
Nie zdążyłam nawet zapukać do drzwi kiedy zza nich wyleciała dziewczyna i wymijając mnie. Stałam przez chwilę nie bardzo rozumiejąc co się dzieje kiedy dziewczyna wydała z siebie głośny jęk i podeszła do mnie po czym pociągnęła w stronę parku jak mniemam.
-Boże jesteśmy już spóźnione.
-I? - stanęłam na mojej desce i zaczęłam się lekko odpychać.
Dziewczyna tylko przewróciła oczami.
Zmierzyłam ją wzrokiem i definitywnie nie była ubrana dobrze jak na taką pogodę. Miała na sobie czarną spódniczkę i szary sweterek który na pewno nie należał do najcieplejszych. Mogłam przysiądź, że widziałam jak się trzęsie.
-Czemu nie założyłaś czegoś bardziej adekwatnego do pogody? - zapytałam znowu.
-Boże, nie widziałaś nigdy jak na filmach dziewczyna się trzęsie i chłopak daje jej bluzę? Ja chcę bluzę Sama rozumiesz? Potrzebuję jej! - warknęła.
Zaśmiałam się cicho ponieważ to wyglądało tak jakby fangirlowała na temat kogoś takiego jak Dylan O'brain. O jezu, jak ja bym chciała bluzę Dylana...
-Boże wybacz, chyba mi już odbija. - zaśmiała się sama z siebie.
Jakieś 10 minut później byliśmy niedaleko parku w którym podobno umówiła się Sophie z Samem. Tylko, że on też nie przeszedł sam, był z nim oczywiście Niall.
-Heeeeeeej. - przeciągnęła lekko zdenerwowana brunetka.
-Odprowadziłam cię to mogę już iść. Pa miłej zabawy. - powiedziałam szybko przypominając sobie w co jestem ubrana i że mam okulary na nosie. Nie chciałam, że musieli na mnie patrzeć kiedy jestem w nich bo no po prostu wiedziałam jak tragicznie w nich wyglądam. Obróciłam się ale kiedy już miałam ruszyć w drogę powrotną poczułam silną męską dłoń zaciskającą się na moim nadgarstku.
Spojrzałam na Horana.
-Nie zostaniesz ze mną? - popatrzył mi w oczy.
I o Jezu Chryste ja ciągle czułam, że znam ten kolor i, że już je kiedyś widziałam ale cholera kto mi powie gdzie?

 _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Ugh, strasznie przepraszam, że rozdział dopiero teraz ale naprawdę nie nie za bardzo mam czas a poza tym szkoła chyba wysysa ze mnie całą wenę. Eww. No nic, liceum daje popalić. 
Mam nadzieję, że rozdział się podoba mimo, że ja uważam go za kompletną porażkę. Dawajcie znać w komentarzach co sądzicie. :) 
Z góry dzięki. 
Czytasz = Skomentuj 
Przepraszam za błędy :( 
ilysm. 

Rozdział 2

Zoe's POV
Do domu wróciłam około godziny 18 i szczerze mówiąc jedyne na co miałam wtedy ochotę to po prostu położyć się w łóżku i poprzeglądać swojego tumblr. Niestety, ta opcja nie wchodziła w grę pod żadnym pozorem. Luke nie dałby mi chyba żyć gdybym postanowiła zostać w domu zamiast pójść na imprezę do Nialla.
Koło godziny 19 przyszedł do mnie Carter i zażądał zobaczenia mojej walizki w celu... jak to sam określił "ubrania mnie w końcu w coś porządnego". Długo sprzeczaliśmy się co do tego co mam założyć ale w końcu i tak on postawił na swoim i skończyłam ubrana w bardzo krótki top, czarną spódniczkę i jasny sweterek. Chciał mnie jeszcze wcisnąć w wysokie szpilki na co się oczywiście nie zgodziłam i skończyłam w moich czarnych tenisówkach.




Nie dłużej niż godzinę później staliśmy już pod domem Horana i mogę otwarcie powiedzieć, że był cholera ogromny.
W środku rozbrzmiewała głośna muzyka. Cały dom wypełniony był ogromną liczbą ludzi. Niemalże każdy trzymał w ręku czerwony plastikowy kubeczek który został wręczony także mi i brunetowi od razu kiedy przekroczyliśmy próg posiadłości. Nie wiele mogłam powiedzieć na temat wystroju w stylu którego została ona urządzona głównie z powodu ciemności jaka tam panowała.
Luke kazał mi wypić zawartość kubeczka co sam zdążył zrobić kiedy ja rozglądałam się po domu a następnie odszedł gdzieś z jakimś wytatuowanym chłopakiem którego przedtem "obczajał". Zostałam sama. Westchnęłam cicho i udałam się na kanapę na której akurat w tej chwili nikt nie siedział. Ciągle się rozglądałam i zastanawiałam czy Horan naprawdę znał każdego przybyłego czy panował tu zasada "ja zaproszę ciebie a ty przyprowadź 10 innych osób". Obstawiałam raczej to drugie. Wyciągnęłam mój telefon zza gumki od spódniczki i zaczęłam przeglądać Tumblr. Mogę otwarcie powiedzieć, że byłam po prostu uzależniona.
Zdążyłam zriblogować ledwo pięć obrazków kiedy przyleciała do mnie Jessica i się do mnie dosiadła. Była już totalnie schlana bo oparła się o moje ramię i zaczęła mamrotać coś pod nosem jak małe dziecko. Nie mogłam przestać się z niej śmiać. Zachowywała się jak urocza mała dziewczynka i ciągle się do mnie przytulała. Po jakiś 10 minutach ta cała słodycz jakoś uleciała. Dziewczyna postanowiła dodać sobie jeszcze trochę alkoholu do organizmu i wypiła zawartość mojego kubeczka której ja praktycznie nie ruszyłam. Dosłownie od razu kiedy przełknęła ciecz postanowiła zwymiotować całą zawartość swojego żołądka na dywan znajdujący się niedaleko nas. Wyglądało to marnie a ja z mojego doświadczenia wynikającego z oglądania masy filmów o nastolatkach postanowiłam przynieść jej trochę wody.
Nie miałam bladego pojęcia gdzie znajduje się kuchnia ani nie chciałam jej także zostawiać samej ale konieczność sytuacji tego wymagała. Podniosłam się z kanapy i rozejrzałam po raz kolejny po domu. Udało mi się wyłapać jedną znajomą twarz w tłumie. Horan. Długo siłowałam się z samą sobą czy to na pewno dobry pomysł by do niego teraz podchodzić z ważywszy na fakt że na jego kolanach siedziała jakaś dziewczyna która całowała go tak jakby chciała go pożreć. W końcu zebrałam się na odwagę i minutę po tym stałam na przeciwko chłopaka. Popatrzył na mnie i odepchnął od siebie lekko dziewczynę.
-Stoisz w kolejce kochanie? - powiedział przygryzając wargę a ja przewróciłam oczami.
-Gdzie jest kuchnia? - wykrzyczałam, żeby mógł usłyszeć mnie przez głośną muzykę.
-A co? Zamierzasz się z kimś całować na blacie? - zapytał jeden z jego kolegów.
Okej, większych dzieci nie widziałam.
-Jessica zwymiotowała i chcę jej przynieść wody.
Niall pokazał mi ręką w jakim kierunku mam się udać a tamta dziewczyna znowu się do niego przyssała.
W kuchni musiałam się trochę po przepychać by w końcu dostać się do butelki z wodą. Powrotną drogę do Jessici postanowiłam przebyć przez podwórko. I nie, powodem wcale nie była chęć zobaczenia tej części parceli. Po drodze natknęłam się, a bardzie wpadłam na Sama i jakiegoś chłopaka.
-Wo piękna prawie przez ciebie wpadłem do wody...-powiedział ten drugi który był już na maksa schlany albo naćpany albo jedno i drugie, w sumie ciężko powiedzieć.
-Przepraszam. - próbowałam się koło nich przecisnąć ale nagle dookoła nas utworzyło się spore kółko obserwatorów.
-Tak łatwo nie pójdziesz księżniczko. - tym razem odezwał się jeszcze inny.
-Może chętnie się wykąpiesz co? - kolega Sama przysunął się do mnie.
Nie nie nie!
Zaczęłam się cała trząść i upuściłam butelkę wody na ziemię.
-Proszę nie - wymruczałam cicho. -Proszę po prostu dajcie mi przejść.
Kilku chłopaków się zaśmiało. Jakiś brunet wziął mnie na ręce i stanął na brzegu basenu.
-Błagam nie. - powiedziałam jeszcze raz ale nikt sobie nic z tego nie robił.
Chłopak mnie puścił a ja poleciałam do wody. Poczułam zimną wodę na swoim ciele a fala wspomnień zalała mój umysł.




Następną rzeczą jaką blondynka zakodowała w swojej pamięci było to, że z ogromnym trudem starała się złapać powietrze którego jej brakowało.

-
***
Następnego dnia obudziłam się z okropnym bólem głowy prawdopodobnie spowodowanym całonocnym płaczem. Cioci nie było w domu więc spędziłam cały dzień siedząc na kanapie w salonie. Nie miałam ochoty nigdzie wychodzić i podejrzewam, że nie tylko z powodu bólu głowy. Ogólnie czułam się okropnie. Wyobrażałam sobie jak bardzo ci chłopacy musieli się na męczyć żeby wyciągnąć takiego wieloryba z wody i jak wszyscy się ze mnie śmiali mimo, że mogłam się utopić. Nic praktycznie nie pamiętałam z poprzedniej nocy oprócz zimnej wody na mojej skórze. Luke opowiedział mi dokładnie co się działo kiedy zadzwonił do mnie dzisiaj o 15 by zapytać czy nie chcę iść do skateparku z nimi na co ja grzecznie odmówiłam. Naprawdę lepiej było mi w  domu z kotem naszej sąsiadki niż tam na dworze w towarzystwie ludzi którzy teraz prawdopodobnie się ze mnie nabijają.
I tak właśnie spędziłam resztę tygodnia.
Nawet się nie zorientowałam kiedy przyszedł ten czas w którym moja ciocia podwoziła mnie do szkoły. Tak zawiozła mnie ciocia. Ale to wszystko dla tego, że Luke i Sophie to jedyne osoby z którymi chciałabym jeździć i nie czułabym że się narzucam a oboje niestety każdego dnia chodzili na inną godzinę i jedynie czasem udawało mi się odwieźć mnie do domu.
Jeśli chodzi o moje odczucia na temat szkoły to uważam, że teraz kiedy do niej chodzę jest nawet gorzej niż kiedy nie chodziłam. Nie wiem czy to normalne ale otacza mnie tak wielu ludzi a ja czuję się tak cholernie samotna. Zupełnie tak jakby fakt, że nie ma nikogo w pobliżu był dla mnie lepszy niż fakt, że jest ogromna liczba ludzi wokół mnie ale nikt nie jest tam po to żeby mi pomóc.
Od dnia imprezy u Nialla, tej w czasie której musiano mnie wyciągać całą zmarzniętą, bladą i nie oddychającą z wody, nie rozmawiałam z Samem, Evą, Jessicą, Louisem ani nawet Harrym. I co najciekawsze nie zamieniłam także nawet jednego słowa z Horanem. Co prawda widywałam ich wszystkich na korytarzu i zawsze się do siebie uśmiechaliśmy ale poza tym zachowywaliśmy się jak nieznajomi. Trochę tego nie rozumiałam ale mogłam sobie wyobrazić, że pewnie tamtej nocy zniszczyłam im wszystkim imprezę roku i chociaż może dla mnie to był głupi powód by się do kogoś nie odzywać dla nich mogła to być sprawa życia lub śmierci tak więc starałam się tak dużo nad tym nie myśleć i nie oceniać za bardzo ich zachowania. Wszystko było dla mnie w tej sytuacji jasne. Jedyne czego nie mogłam pojąć to postawy blondyna. Kilka razy przyłapałam go na tym jak gapił się na mnie skoncentrowany kiedy wyjmowałam książki z szafki. Co ciekawe nie patrzył na mnie z pogardą jakbym mogła się tego spodziewać. Szczerze mówiąc jego mian nie wyrażała niczego. Zawsze był poważny kiedy mnie obserwował. Ale oczy? Oczy to zupełnie inna sprawa. Te jego błękitne oczy które na pewno skądś znam patrzyły na mnie w taki sposób że jestem pewna, że gdyby umiały mówić krzyczały by wręcz "Przepraszam". I okej rozumiałam to. Rozumiałam, że pewnie ciągle czuł się winny za tą całą sytuację ale nie powinien być, ja nie chciałam żeby był. Pewnie bym mu to powiedziała gdybym tylko usłyszała te słowo z jego ust a nie tylko zobaczyła je w oczach.

Tego dnia kończył się mój pierwszy tydzień w szkole a Luke obiecał, że odwiezie mnie do domu a potem razem pójdziemy do skateparku. Dużo razy próbował mnie jakoś wdrążyć w to całe towarzystwo Horana i innych ale po 5 razie kiedy odmówiłam spotkania z nimi odpuścił mi.
Zaraz po tym jak usłyszałam dzwonek symbolizujący koniec lekcji angielskiego udałam się na parking gdzie miał na mnie czekać Luke. Rozglądałam się za nim wszędzie ale nie widziałam żadnego śladu wytatuowanego bruneta. Usłyszałam dźwięk przychodzącego sms i zdałam sobie sprawę że nie miałam go wyciszonego na lekcjach. Dzięki bogu że rzadko kiedy ktoś do mnie nie pisze albo dzwoni.
Wyjęłam telefon z kieszeni i szybko go odblokowałam.
Luke : kwalifikacje do drużyny kotku, boisko, trybuny
Westchnęłam cicho i schowałam telefon z powrotem do kieszeni. Udałam się w stronę trybun z ogromną nadzieją, że będę tam sama co oczywiście nie mogło się stać. Każda dziewczyna, a już zwłaszcza śliczna i szczupła cheerleaderka, chciałaby tam przyjść, żeby popatrzeć na pewnie całkiem przystojnych chłopaków by znaleźć sobie tegoroczny cel do którego mogła by zarywać. Tak przynajmniej zawsze jest w filmach.
Kiedy przyszłam na boisko grupka dziewczyn i Harry (ok) siedzieli już na trybunach. Uśmiechnęłam się do chłopaka i poszłam usiąść najwyżej jak się dało. Miałam nadzieję, że nie będzie mnie zbytnio stamtąd widać. Wyjęłam z plecaka swój notes i zaczęłam spisywać wszystko co mam do zrobienia w czasie weekendu.
-Co tam? - zapytał loczek siadając zaraz koło mnie.
-Okej. - powiedziałam nie podnosząc wzroku z zeszytu.
-Kurcze jaka ty dzisiaj rozmowna - westchnął.
Podniosłam głowę z nad notesu i spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się leciutko i popatrzyłam na boisko by zobaczyć kilku chłopaków biegających po nim. Udało mi się rozpoznać Luka, Louisa i Nialla. Tylko, że Luke był jedynym z nich który biegał. Horan i jego kolega stali teraz koło trenera, a przynajmniej tak myślę, że to był ich trener. Po chwili nauczyciel coś krzyknął a oni dołączyli do grupy biegaczy. Przyglądałam się jak szybko i zwinnie oboje poruszali się po boisku ale moją uwagę i tak przykuwał blondyn. Był z nich wszystkich najszybszy.
Następnym zadaniem jakie dostali od trenera było testowanie ich celność. Wysoki brunet staną na bramce, nie powiem wam kim był bo nie mam pojęcia. Każdy z potencjalnych członków drużyny próbował strzeli mu gola i udało się to tylko raz Lukowi i jakiemuś brunetowi, trzy razy Niallowi i dwa Louisowi.
-Dobry jest. - powiedziałam z uznaniem kiedy Niall po raz kolejny strzelił gola.
-Louis? Wiem jest zajebisty. - odpowiedział z wielkim uśmiechem na twarzy.
No cóż...
-Miałam na myśli Nialla ale Louis też jest dobry. - powiedziałam znowu patrząc na boisko.
-Oh. - westchnął i dam sobie głowę uciąć, że się lekko zarumienił. -Umm jutro grają koncert na jakimś festynie czy coś, zaprosili wszystkich.
-Mhm. - mruknęłam bo nie bardzo wiedziałam co ma na myśli.
-Myślę, że fajnie by było gdybyś też przyszła...
-Nie wiem czy Luke ci mówił ale...
-Tak wiem, nie lubisz takim imprez, ale zapowiada się naprawdę fajnie, wszyscy tam będą, w sensie z naszej paczki no i chłopacy naprawdę są świetni jeśli chodzi o granie na scenie. - przerwał mi.
-Ugh.. muszę?
-Tak. - uśmiechnął się uroczo.
JAK MAM ODMÓWIĆ UROCZEMU HARREMU? NO JAK POMOCY! PROSZĘ.
-No dobra niech ci będzie.
-Okej świetnie! - wykrzyknął i szybko pobiegł na dół kiedy zobaczył że chłopacy skończyli.
Popatrzyłem na niego a następnie na boisko na którym został już tylko Horan. Dalej biegał na bieżni więc postanowiłam jeszcze chwilę zostać ponieważ wszystkie inne cheerleaderka już poszły a ja i tak musiałam zaczekać aż Luke weźmie prysznic... no cóż a jako że to Luke to pewnie jeszcze zajmie mu to godzinę.
 _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Strasznie okropnie, przepraszam za to że rozdziału nie było przez tyle czasu. Obiecuję się poprawić, przysięgam. 
PROSIŁABYM ŻEBY KAŻDY CZYTAJĄCY SKOMENTOWAŁ TEN ROZDZIAŁ CHOCIAŻ MARNĄ ".". CHCĘ WIEDZIEĆ ILE OSÓB TO CZYTA. 
-przepraszam za błędy :( 
ily ☀