*przeczytaj notkę pod rozdziałem*
Od razu po przyjeździe poszliśmy razem z Sophie i Lukiem za scenę ponieważ dostaliśmy cynka od Horana że właśnie tam czekają. I tak jak napisał byli tam. Chłopacy siedzieli na trawie i rozmawiali o przebiegu ich małego koncertu kiedy blondyn siedział na blaszanych schodkach i wypalał do końca swojego jak podejrzewam nie pierwszego papierosa. Wszyscy zmierzyli mnie wzrokiem a Harry był jedynym który od razu szczerze się do mnie uśmiechnął pokazując swoje dołeczki w policzkach.
-Hej. - powiedział radośnie do nas wszystkich.
-Dziewczyny też będą? - zapytała od razu Sophie po tym jak usadowiła się na zielonej, miękkiej trawie przy Louisie. Ja usiadłam zaraz obok niej mimo, że pewnie sama wybrała bym miejsce koło loczka ale bałam się, że znowu zostanę obrzucona wściekłym spojrzeniem Tomlinsona.
-Mhm.. mają przyjechać koło 18 razem z Samem.
-Czyli on też będzie? - od razu uśmiechnęła się szerzej.
-Przecież ci mówiłem, że jeśli on spije się tak jak ostatnio to będziesz mieć okazję... no wiesz na co... - tym razem odezwał się Luke, następnie wyjął paczkę papierosów z kieszeni którą po chwili rzucił w stronę nieznanego mi chłopaka. - Byłem ci winny.
-Boże Luke, skończ już z tym... - Sophie przewróciła oczami.
-Okej, poważnie Sophie? Każdy wie co się między wami dzieje. - wszystkich oczy skierowały się w stronę lekko podirytowanego, jak można było przypuszczać po jego głosie, Nialla który odpalał właśnie kolejną fajkę.
-Tak ty wiesz najlepiej prawda Horan? Bo akurat masz w tym wszystkim największą wprawę. - warknęła moja przyjaciółka.
-Mówię ci jak jest. - chłopak wzruszył ramionami.
Sophie westchnęła cicho z irytacji a całe to napięcie zaczęło powoli uciekać a sytuacja znowu wracała do normy.
-To co zamierzacie zagrać? - zapytałam bo cisza jaka panowała pomiędzy nami wszystkimi zaczynała mnie już trochę irytować.
-Gramy tylko 1 piosenkę i raczej wątpię, że ją znasz. - mruknął Horan.
-Czemu tak uważasz?
-A ja wiem? Wyglądasz raczej na kogoś kto jest bardziej zakochany w bardzo popowych pioseneczkach.
-Ta... - przewróciłam oczami.
-Będziemy grać Naive... - zaczął Louis.
-The Kooks?
-Znasz ich? - zapytał Niall.
-Co? Jednak nie jestem taką całkowitą faneczką tylko popowych piosenek? - zaśmiałam się.
-Ale jesteś faneczką.
-Może.
Wszyscy się zaśmiali.
Reszta wieczory minęła nam naprawdę miło. Przynajmniej w moim odczuciu. O 18 przyszły dziewczyny no i Sam. Jako, że zespół chłopaków nie był jedynym który występował cała impreza trwała naprawdę długo, a około 21 scenę przejął jakiś didżej który puszczał naprawdę niezłą muzykę. Ostatecznie skończyliśmy wszyscy siedzą na trawie na terenie festynu i pijąc piwo którego ja oczywiście nie ruszyłam. Rozmawialiśmy i słuchaliśmy jak chłopacy mówili co mogli by jeszcze poprawić chociaż moim zdaniem i tak wszystko wyszło im genialnie.
Zbliżała się dwudziesta druga kiedy Sophie i Sam poszli na spacer a nikt z nas nie wyglądał na zaskoczonego i chyba dokładnie wiedział co się szykuje. Następnie z naszego grona zniknął także Luke a Eva i Jessie poszły jak to same określiły "na łowy facetów". Harry i Louis byli przez cały czas we własnym świecie więc chyba też mogę uznać to za ich nieobecność. I w ten sposób nasze grono zmniejszyło się do mnie, Nialla i Liama bo tak podobno miał na imię chłopak którego widziałam poprzedniego dnia na kwalifikacjach stoją na bramce.
-Jak to możliwe, że nigdy nie widziałem cię w szkole? - zapytał brunet.
-Jest nowa, pierwszy raz poszła do szkoły w tym roku i wyprzedzając twoje pytanie, po prostu dużo podróżowała. - odpowiedział blondyn a ja popatrzyłam na niego lekko zdziwiona.
-I jak ci się podoba szkoła?
-Fajna jest, przynajmniej mam jakiś znajomych. - powiedziałam i dopiero po chwili zorientowałam się jak desperacjo brzmiałam.
Chłopacy się zaśmiali.
-Nie to miałam namyśli no... - jęknęłam cicho.
-Mniejsza, chcesz? - Liam wyjął w moją stronę puszkę piwa.
-Dzięki nie piję. - uśmiechnęłam się leciutko.
-Boże, jak tak można? - zaśmiał się brunet.
I tak minął mi cały festiwal. Na siedzeniu i śmianiu się z Liamem i Niallem. I muszę przyznać, że ten drugi jest naprawdę w porządku chociaż szczerze mówiąc nie spodziewałabym się tego.
Do domu pojechałam taksówką z Niallem bo podobno Liam mieszka za daleko i by było to mało opłacalne. I tak, mogę otwarcie powiedzieć, że kiedy Horan nie był tym zarozumiałym facecikiem co ciągle pierdoli o seksie i laskach to był naprawdę fajny. I serio aż sama nie wierzę, że to powiedziałam i chyba będę tego żałować.
~***~
-Chyba żartujesz, żartujesz prawda? - jęknęłam do telefonu.-No proszę proszę prooooszę. - usłyszałam błaganie Sophie.
Od jakiś 15 minut Sophie próbowała namówić mnie na wyjście z Samem i nią bo jak to sama ujęła ona jest zbyt nieśmiała.
-Ugh... tylko cię tam odprowadzę rozumiesz? - mruknęłam znudzona i zsunęłam się powoli z łóżka.
-Jezu dzięki że chociaż tyle. To ja lecę się szykować. - pisnęła radośnie i się rozłączyła.
Była godzina 15.32 i tak od rana nie wstałam z łóżka. No nic nie poradzę na to że było mi tak strasznie cieplutko i milutko. Zamiast wychodzić gdzieś wolałam poleżeć, poprzeglądać tumblr i obejrzeć po raz kolejny cudownego Dylana O'braina w roli przyjaciela z dziwnymi pomysłami w serialu Teen Wolf.
Ziewnęłam i przeciągnęłam się. Wczorajszej nocy poszłam spać koło 4 albo nawet po 5 bo dopiero o 3 wszyscy zaczęli się zbierać a potem kompletnie nie czułam się zmęczona. Możliwe, że to przez to, że podobno zasnęłam w pewnym momencie na godzinę leżąc zwinięta i przytulona do Luke'a. Dobierz, że do niego a nie kogoś innego.
Podreptałam do łazienki wcześniej wyglądając za okno by sprawdzić jaka jest pogoda. Wyglądało na dosyć chłodno więc założyłam na siebie mój trochę za duży szary sweter z czarnymi gwiazdkami który po prostu uwielbiałam, do tego postanowiłam wcisnąć się w czarne rurki z przetarciami a raczej dziurami na kolana a na nogi założyłam moje czarne vansy. Po przyjrzeniu się sobie samej w lustrze z dumą stwierdziłam że nie jest tak źle ponieważ szeroki sweter nie podkreśla tak bardzo moich krągłości i chyba po raz pierwszy od dawna moje nogi nie wyglądały jak dwie parówki. Zauważyłam, że na dworze wiatr dosyć mocno poruszał liśćmi na drzewach więc zdecydowałam się wcisnąć na głowę jeszcze moją czarną czapkę. Nie miałam ochoty chorować a przecież i tak miałam tylko odprowadzić Sophie i wesprzeć ją trochę przed tym bardzo stresującym momentem w jej życiu. Aha. Szkoda że ja do cholery nawet nie wiedziałam co oni będą robić!
-Gdzie idziesz? - zapytała spokojnie nie odrywając wzroku od telewizora i wiadomości popołudniowych.
-Sophie chce żebym ją gdzieś odprowadziła. - uśmiechnęłam się w jej stronę ciepło.
-Dobrze, tylko nie wróć tak późno jak wczoraj dobrze? - powiedziała a ja jestem pewna że była naprawdę rozbawiona.
-Jasne. - zaśmiałam się cicho i wyszłam z domu.
W tym momencie byłam dumna z siebie i tego, że podjęłam decyzję o założeniu tego swetra i czapki. Na dworze było naprawdę zimno i ani jeden promień słońca nie docierał do mnie przez gęste chmury.
-Ugh. - jęknęłam sama do siebie, naciągnęłam rękawy od swetra i schowałam w nim swoje pięści.
Przeszłam do domu Sophie który znajdował się na tyle blisko, że jazda na desce naprawdę nie była opłacalna.
Nie zdążyłam nawet zapukać do drzwi kiedy zza nich wyleciała dziewczyna i wymijając mnie. Stałam przez chwilę nie bardzo rozumiejąc co się dzieje kiedy dziewczyna wydała z siebie głośny jęk i podeszła do mnie po czym pociągnęła w stronę parku jak mniemam.
-Boże jesteśmy już spóźnione.
-I? - stanęłam na mojej desce i zaczęłam się lekko odpychać.
Dziewczyna tylko przewróciła oczami.
Zmierzyłam ją wzrokiem i definitywnie nie była ubrana dobrze jak na taką pogodę. Miała na sobie czarną spódniczkę i szary sweterek który na pewno nie należał do najcieplejszych. Mogłam przysiądź, że widziałam jak się trzęsie.
-Czemu nie założyłaś czegoś bardziej adekwatnego do pogody? - zapytałam znowu.
-Boże, nie widziałaś nigdy jak na filmach dziewczyna się trzęsie i chłopak daje jej bluzę? Ja chcę bluzę Sama rozumiesz? Potrzebuję jej! - warknęła.
Zaśmiałam się cicho ponieważ to wyglądało tak jakby fangirlowała na temat kogoś takiego jak Dylan O'brain. O jezu, jak ja bym chciała bluzę Dylana...
-Boże wybacz, chyba mi już odbija. - zaśmiała się sama z siebie.
Jakieś 10 minut później byliśmy niedaleko parku w którym podobno umówiła się Sophie z Samem. Tylko, że on też nie przeszedł sam, był z nim oczywiście Niall.
-Heeeeeeej. - przeciągnęła lekko zdenerwowana brunetka.
-Odprowadziłam cię to mogę już iść. Pa miłej zabawy. - powiedziałam szybko przypominając sobie w co jestem ubrana i że mam okulary na nosie. Nie chciałam, że musieli na mnie patrzeć kiedy jestem w nich bo no po prostu wiedziałam jak tragicznie w nich wyglądam. Obróciłam się ale kiedy już miałam ruszyć w drogę powrotną poczułam silną męską dłoń zaciskającą się na moim nadgarstku.
Spojrzałam na Horana.
-Nie zostaniesz ze mną? - popatrzył mi w oczy.
I o Jezu Chryste ja ciągle czułam, że znam ten kolor i, że już je kiedyś widziałam ale cholera kto mi powie gdzie?
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Ugh, strasznie przepraszam, że rozdział dopiero teraz ale naprawdę nie nie za bardzo mam czas a poza tym szkoła chyba wysysa ze mnie całą wenę. Eww. No nic, liceum daje popalić.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba mimo, że ja uważam go za kompletną porażkę. Dawajcie znać w komentarzach co sądzicie. :)
Z góry dzięki.
Czytasz = Skomentuj
Przepraszam za błędy :(
ilysm.