Obudziłam się następnego dnia rano kiedy przez niezasłonięte okno wpadało do pokoju światło słoneczne. Było to troszkę zaskakujące ze względu na to, że był to Londyn, a miasto to należało bardziej do tych w których wiecznie padało.
Na łóżko leżałam w pozycji której na pewno bym się nie spodziewała. Moje nogi były przerzucone przez cało blondyna który rozłożył się na łóżku jak rozgwiazda. Przez cały czas spał i wyglądał przy tym tak niewinnie i słodko, że gdyby nie ta blond grzyweczka nie wiem czy nie pomyliłabym go z kimś innym. Podniosłam powoli nogi ale było to widocznie zbyt mało ostrożnie bo po chwili poczułam ręce chłopaka owinięte wokół moich kostek.
-Gdzie uciekasz? - mruknął ciągle sennym i lekko zachrypniętym głosem.
-Chciałabym wstać bo tak jakby chce mi się siusiu. - powiedziałam cicho patrząc na niego pod
lekkim wrażeniem. Nie wiem jakim cudem udało mu się złapać moje nogi skoro dopiero wyrwałam go ze snu a on nawet nie otworzył jeszcze oczu.
-Nie mogłaś chwilę poczekać tak, żebym też miał okazję się wyspać? - otworzył oczy i przetarł twarz jedną ręką.
-A że to niby moja wina że się nie wyspałeś?
-Sory ale rzucałaś się po tym łóżku jak pchła na kołnierzu.
-To jest moje łóżko więc mogę robić sobie w nim co chcę za to ty miałeś zostać na swojej krawędzi a nie rozkładać się jak rozgwiazda. - zaśmiałam się cicho.
~***~
Dwa tygodnie później złapałam się na ponownym zamulaniu w pokoju, okryta cieplutkim kocykiem z kubeczkiem gorącej herbaty w ręku, oglądając zaległe odcinki Teen Wolfa. Na moje usprawiedliwienie chciałam tylko powiedzieć, że miałam do tego pełne prawo zważywszy na to, że ostatnimi czasy bardzo ale to bardzo się "uspołeczniałam".
Każdego dnia starałam się wyjść gdzieś z kimś po lekcjach tylko po ty bo po raz kolejny nie zostać sam na sam z moimi myślami w pokoju. Parę razy spotkałam się nawet z Niallem i jego kolegami którzy nie byli w sumie tacy głupi jak mi się na początku wydawało.
W przeciągu tych twój tygodniach byłam z Sophie na zakupach chyba z pięć razy i za każdym razem mówiła tylko o jednym. O Samie. Tylko jej poglądy bardzo szybko się zmieniały więc w sumie to już sama nie wiem na czym oni stoją. Raz mówiła, że jest okropną cholerną świnią i że powinien zginąć a następnym razem słyszałam, że naprawdę go kocha i, że to na pewno wszystko wina Jessie do której w ogóle się nie odzywała. Jessica dobrze wiedziała, że wina leży też po jej stronie dlatego mimo swoich początkowych prób przeproszenia i ponownego zaprzyjaźnienia się z Sophie w końcu postanowiła odpuścić i stara się nie mieszać w tą całą sprawę. Postanowiła nawet zmienić szkołę co w sumie nie było dla nas wszystkich jakimś wielkim szokiem, było smutno ale każdy w naszej "paczce" (o ile w ogóle się do niej zaliczam) miał ją trochę za sukę za to co zrobiła Sophie. Dlatego Eva nie odzywała się do niej podobnie jak jej przyjaciółka a ja robiłam to bardzo sporadycznie. Chłopacy podobnie potraktowali Sama. Mimo, że Niall, Liam i reszta drużyny nie raz zdradzili swoją dziewczynę dobrze wiedzieli, że zdradzić ją z jej przyjaciółką to największe możliwe świństwo.
Coś koło 11 w nocy usłyszał dźwięk przychodzącego sms. Nie odrywając wzroku od ekranu na którym ciągle wyświetlał się chyba już setny odcinek mojego ulubionego serialu, sięgnęłam po telefon i jednym zwinnym ruchem odblokowałam go.
Wiadomość pochodziła od niezapisanego numeru co lekko mnie zdziwiło i muszę przyznać jeszcze bardziej zdenerwowało. Po przeczytaniu pierwszej linijki wiadomości moje serce zaczęło bić szybciej a ja zerwałam się z łóżka niemal zrzucając mojego laptopa. Zacisnęłam mocno oczy nie chcąc czytać dalej ale wiedziałam, że ciekawość niestety ze mną wygra. Uchyliłam powieki wciąż mając dosyć dużą nadzieję, że to tylko pomyłka. Jednak kiedy dotarłam do ostatniego słowa wiedziałam, że sms został wysłany do mnie celowo a oczy zaczęły piec mnie od łez.
Nieznany: Witaj śliczna, szkoda, że wtedy przeszkodził nam twój kuzyn, chętnie zrobiłbym z tobą teraz to co ci wtedy mówiłem. O boże Zoe nawet sobie nie wyobrażasz jak wariuję tylko na samą myśl o tych twoich blond włoskach rozrzuconych po poduszce i cichych jękach wydostających się z twoich cudownych usteczek.
Mój oddech stawał się coraz cięższy z każdym kolejnym razem gdy czytałam wiadomość. To wracało, chmara wspomnień po raz kolejny zaczęła wlatywać do mojej głowy i infekować wszystko co dobre. Wiedziałam, że jestem bliska płaczu i nie wytrzymałam kiedy przeczytałam treść kolejnego sms.
Nieznany: Tęsknię, za tymi twoimi krągłościami, wiesz? Dalej jesteś taka przy kości? Mam cholerną nadzieję, że tak.
Łzy leciały mi po policzkach strumieniami. Dlaczego musiał do mnie pisać? Dlaczego chce mi wszystko spierdolić? Dlaczego on mi to robi?
Nieznany: Oh doskonale pamiętam, jak próbowałaś zgrywać niedostępną ale tak naprawdę wszyscy wiedzieliśmy, że jesteś tylko dziwką.
Przyszedł kolejny.
Nieznany: Pewnie teraz dajesz dupy każdemu hm? Tak myślę, bo no cóż, inaczej nie miała byś nikogo, tylko tak możesz sobie wykupić czyjąś znajomość. No ale cóż, tak to już jest jak się ma charakter wrednej suki a wygląd otyłej pięciolatki.
I kolejny.
Nieznany: Suka.
A potem już tylko cała seria nieprzyzwoitych słów i określeń.
W końcu nie wytrzymałam i uderzyłam telefonem z całej siły w ścianę. iPhone odbił się od niej i spadł na ziemię rozwalając się na kilka części. Zsunęłam się na podłogę z głośnym szlochem. Miałam tego dość. Za każdym razem gdy próbowałam uciec od przeszłości ona uderzała we mnie z wzmocnioną siłą.
Doskonale wiedziałam od kogo był każdy jedne z tych sms. Doskonale pamiętałam jego twarz. Ciemno brązowe włosy postawione na żel, brązowe duże oczy, idealne rysy twarzy i ten chytry uśmieszek gdy tylko jego spojrzenie spotkało się z moim. Nienawidziłam go, nienawidziłam go z całej siły za to co mi zrobił a on widocznie nienawidził mnie za to, że jako jedyna mu nie uległam bo wiedziałam, że był największym możliwym chujem na tym świecie. Ojć, nadal nim jest.
- Uspokój się Zoe, musisz się wziąć w garść, musisz cholera jasna. - powtarzałam na głos ciągnąc lekko za swoje włosy.
Zanim się obejrzałam stałam przed lustrem w łazience i patrzyłam na swoje odbicie które, ani trochę mi się nie podobało. Oddychałam ciężko i obserwowałam kapiące z policzków łzy. Nie jestem wstanie powiedzieć czy byłam bardziej wkurwiona na siebie czy na tego zboczeńca
Nie minęło nawet parę minut kiedy patrzyłam na siebie trzymając nożyczki w ręki. Oddychałam już spokojnie ale ciągle targały mną różne emocje. Wzięłam kosmyk i go delikatnie przycięłam, zrobiłam tak też zresztą też z resztą włosów ale to mi nie wystarczyło. Za wszelką cenę chciałam się zmienić, chciałam nie przypominać tamtej dziewczyny już nigdy więcej. Nie mam pojęcia czemu mój wybór padł akurat na zmianę koloru włosów ale.. a nie chwila wiem " wariuję tylko na samą myśl o tych twoich blond włoskach rozrzuconych po poduszce". Kurwa.
Chwilę potem zaczęłam wywalać wszystko z szafki w łazience mojej cioci tylko po to by znaleźć kilka farb do włosów o różnych kolorach.
~***~
Do poniedziałku nie wychodziłam z domu ani nigdzie się nie pokazywałam. Nie chodziło o to, że nie byłam pewna tego, czy wyglądam dobrze, bo mojej cioci i mi się to naprawdę podobało. Serio, to był chyba pierwszy raz w moim życiu kiedy spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że moja fryzura nie wygląda jakby coś na nią nasrało. Bardziej bałam się, że zostanę wyśmiana, że idą z moimi "przyjaciółmi" usłyszę komentarz "Przefarbowałaś się, żeby lepiej wyglądać? Cóż, przynajmniej próbowałaś". Moja ciocia sama wiedziała, że chcę uniknąć takich sytuacji więc kiedy Luke przyszedł do mnie niedzielnego popołudnia skutecznie go spławiła mówiąc, że nie czuję się najlepiej i mam wypocząć by móc iść w poniedziałek do szkoły pełna siły i energii. Tak więc cały weekend rozkoszowałam się towarzystwem mojej cioci i poznawaniem jej poglądów na różne tematy.
Poniedziałek niestety nadszedł dużo szybciej niż zwykle a ja wiedziałam, że nie jestem ani trochę gotowa na te złośliwe komentarze, zresztą kto mógł by się do tego przygotować?
Chyba przez jakieś pół godziny błagałam moją ciocię by pozwoliła mi zostać w domu ale była nieubłagana.
-Kochanie, dobrze wiemy, że i tak będziesz musiała się im pokazać, wyglądasz ślicznie a jak coś im się nie spodoba to będą mieć do czynienia z moimi bliskimi przyjaciółmi księgowymi, to znaczy nie mów im, że są księgowymi tylko, że są groźni. Księgowych się raczej nie wystraszą. - zaśmiała się po czym wyszła z mojego pokoju.
Zawinęłam się w kołdrę dzięki której czułam się bezpieczna jak małe dziecko i miałam pewność, że nikt mnie nie dopadnie.
-Zoella, mówię poważnie wstawaj bo inaczej nie zabiorę cię do szkoły i jeszcze większa część tego miasta cię tak zobaczy! - krzyknęła z dołu a ja już wiedziałam, że nie ma odwrotu i nie uchronię się przed pójściem do szkoły.
Zbliżał się koniec ostatniej lekcji a ja byłam pod wielkim wrażeniem, że udało mi się wytrwać. Nie wiem czym się tak przejmowałam, mogłam to przewidzieć, nikt nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Nikt przecież nigdy nie zwracał na mnie uwagi.
W szkole nie było Luka i Sophie co nie było zbyt miłe bo kompletnie nie miałam z kim gadać na przerwach. Nie miałam nawet okazji aby do nich zadzwonić ponieważ bo tym jak powiedziałam cioci, że mój smartfon został zniszczony w czasie imprezy (na której nawet nie byłam) ona stwierdziła, że na nowego muszę zasłużyć mimo iż jak sama się określiła, jest "super wyjebistą opiekunką". (Tak naprawdę się tak nazwała.)
Kiedy w końcu zabrzmiał dzwonek oznaczający koniec lekcji angielskiego, pozbierałam szybko moje książki i udałam się do wyjścia z klasy. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu zatrzymał mnie nasz nauczyciel od angielskiego który muszę przyznać był dość przystojny.
-Zoella, mogę cię prosić żebyś została chwilę po lekcjach? - zapytał uśmiechając się do mnie.
-Oczywiście proszę pana. - mruknęłam cicho i stanęłam koło biurka. Kiedy wszyscy wychodzili zauważyłam Nialla który patrzył na mnie przez chwilę a potem spojrzał groźnym wzrokiem na nauczyciela.
W końcu kiedy wszyscy wyszli mój nauczyciel obrócił się do mnie i popatrzył na mnie z szerokim uśmiechem.
-Mam do ciebie prośbę Zoello...
-Jakby Pan mógł mówić Zoe... nie lubię mojego pełnego imienia... - poprosiłam dosyć nieśmiało.
-Oczywiście, a więc Zoe...
Nauczyciel chyba zauważył, że zaczęłam się dosyć mocno denerwować. Zresztą kto by się nie denerwował? Miałam tylko wielką nadzieję, że to nie miało żadnego związku z moją ostatnio oddaną pracą.
-Spokojnie. - powiedział z uśmiechem i usiadł na swoim krześle. - Otóż, jak na każde zakończenie semestru odbędzie się apel na sali gimnastycznej ale myślę, że już o tym wiesz...
Apel? Znałam to tylko z filmów dla nastolatków.
-W każdym razie... - ciągnął dalej - Będzie nam potrzebny ktoś kto napisze przemowę dla Perrie, nie wiem czy ją znasz, jest w twoim wieku, pracuje też przy gazetce szkolnej.
Nie miałam pojęcia o kim mówił mój nauczyciel ale pokiwałam delikatnie głowom by zapewnić go, że może mówić dalej.
-Miała zając się tym Sophie ale dzisiaj dowiedziałem się, że się z tego wycofała nie podając szczegółów. Wydaje mi się, że dała byś radę się tego podjąć. Uważam także, że powinnaś zgłosić się do gazetki szkolnej. przydadzą się im tacy jak ty.
Pan Fry wyciągnął z szuflady swojego drewnianego biurka jedną z moich prac. Spojrzał na nią z uznaniem i podał mi ją.
-To twoja sprawa i powinnaś to oczywiście jeszcze przemyśleć ale jeśli chcesz znać moje zdanie to uważam, że nadajesz się idealnie.
Popołudnie tego dnia spędzam w domu Luka i Sophie. Kiedy zapukałam do drzwi brunetka otworzyła je z wyraźnym smutkiem. Od razu zapytałam co się dzieje a wtedy dziewczyna rzuciła mi się na szyje z płaczem. Z początku nie miałam pojęcia o co chodzi i co się stało. Byłam wręcz przekonana, że ma to związek z Samem... jak zwykle, ale nie miało.
Po chwili w drzwiach pokoju pojawił się Luke który uśmiechnął się do mnie smutno.
-Przepraszam, że nie mogłeś przyjść w weekend Luke. - powiedziałam kiedy moja przyjaciółka w końcu się ode mnie odsunęła. - Wszystko w porządku?
-Nie zupełnie. - stwierdził brunet bawiąc się swoimi palcami.
-W ogóle nie jest w porządku. - poprawiła go dziewczyna i udała się do kuchni.
-O co chodzi? - zapytałam, byłam dosyć mocno zdezorientowana.
-Um... W sumie to nic takiego... Chcesz herbaty? Przeprowadzamy się. Jaki smak tej herbaty? - brunet dołączył do swojej siostry.
-Czekaj co?
-Jaką chcesz herbatę? - powtórzyła Sophie.
-Pytam serio.
-Przeprowadzamy się. - powiedział nagle brunet ale ta informacja nie bardzo do mnie dotarła.
Wiem, wiem, rozdział jest makabryczny i powinni mnie za niego zamknąć bym już nigdy nie miała możliwości pisania. Ale cóż... coś wyskrobać trzeba było a wierzcie mi pisałam ten rozdział i kasowałam chyba z jakieś 15 razy eww.
Jak za pewne widzicie jest inny szablon (nie robiłam go sama) dajcie więc znać co o nim sądzicie w komentarzach.
Ktoś chyba też kiedyś mnie pytał o zwiastun dlatego zmobilizowałam się i postanowiłam takowy wykonać. Robiłam go sama więc naprawdę zależy mi na waszej opinii. Zwiastun znajdziecie na końcu notki i w zakładce "zwiastun".
Po raz kolejny przepraszam za to że rozdział jest dopiero teraz ale przyznam się bez bicia, że wena mnie ostatnio opuściła a zabierałam się do tego rozdziału od opublikowania poprzedniego ale tak jak mówiłam nie miałam kompletnie pomysłu.
No i oczywiście bardzo dziękuję, że ostatnim razem prawie wszyscy przeczytali notkę pod rozdziałem i objawili to bardzo oryginalnym hasłem w komentarzach. :)
Mam nadzieję, że święta minęły wam miło :) Kocham was.
*Nastąpiło także parę zmian w zakładce "Bohaterowie" więc zapraszam*
Zwiastun :
Poniedziałek niestety nadszedł dużo szybciej niż zwykle a ja wiedziałam, że nie jestem ani trochę gotowa na te złośliwe komentarze, zresztą kto mógł by się do tego przygotować?
Chyba przez jakieś pół godziny błagałam moją ciocię by pozwoliła mi zostać w domu ale była nieubłagana.
-Kochanie, dobrze wiemy, że i tak będziesz musiała się im pokazać, wyglądasz ślicznie a jak coś im się nie spodoba to będą mieć do czynienia z moimi bliskimi przyjaciółmi księgowymi, to znaczy nie mów im, że są księgowymi tylko, że są groźni. Księgowych się raczej nie wystraszą. - zaśmiała się po czym wyszła z mojego pokoju.
Zawinęłam się w kołdrę dzięki której czułam się bezpieczna jak małe dziecko i miałam pewność, że nikt mnie nie dopadnie.
-Zoella, mówię poważnie wstawaj bo inaczej nie zabiorę cię do szkoły i jeszcze większa część tego miasta cię tak zobaczy! - krzyknęła z dołu a ja już wiedziałam, że nie ma odwrotu i nie uchronię się przed pójściem do szkoły.
Zbliżał się koniec ostatniej lekcji a ja byłam pod wielkim wrażeniem, że udało mi się wytrwać. Nie wiem czym się tak przejmowałam, mogłam to przewidzieć, nikt nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Nikt przecież nigdy nie zwracał na mnie uwagi.
W szkole nie było Luka i Sophie co nie było zbyt miłe bo kompletnie nie miałam z kim gadać na przerwach. Nie miałam nawet okazji aby do nich zadzwonić ponieważ bo tym jak powiedziałam cioci, że mój smartfon został zniszczony w czasie imprezy (na której nawet nie byłam) ona stwierdziła, że na nowego muszę zasłużyć mimo iż jak sama się określiła, jest "super wyjebistą opiekunką". (Tak naprawdę się tak nazwała.)
Kiedy w końcu zabrzmiał dzwonek oznaczający koniec lekcji angielskiego, pozbierałam szybko moje książki i udałam się do wyjścia z klasy. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu zatrzymał mnie nasz nauczyciel od angielskiego który muszę przyznać był dość przystojny.
-Zoella, mogę cię prosić żebyś została chwilę po lekcjach? - zapytał uśmiechając się do mnie.
-Oczywiście proszę pana. - mruknęłam cicho i stanęłam koło biurka. Kiedy wszyscy wychodzili zauważyłam Nialla który patrzył na mnie przez chwilę a potem spojrzał groźnym wzrokiem na nauczyciela.
W końcu kiedy wszyscy wyszli mój nauczyciel obrócił się do mnie i popatrzył na mnie z szerokim uśmiechem.
-Mam do ciebie prośbę Zoello...
-Jakby Pan mógł mówić Zoe... nie lubię mojego pełnego imienia... - poprosiłam dosyć nieśmiało.
-Oczywiście, a więc Zoe...
Nauczyciel chyba zauważył, że zaczęłam się dosyć mocno denerwować. Zresztą kto by się nie denerwował? Miałam tylko wielką nadzieję, że to nie miało żadnego związku z moją ostatnio oddaną pracą.
-Spokojnie. - powiedział z uśmiechem i usiadł na swoim krześle. - Otóż, jak na każde zakończenie semestru odbędzie się apel na sali gimnastycznej ale myślę, że już o tym wiesz...
Apel? Znałam to tylko z filmów dla nastolatków.
-W każdym razie... - ciągnął dalej - Będzie nam potrzebny ktoś kto napisze przemowę dla Perrie, nie wiem czy ją znasz, jest w twoim wieku, pracuje też przy gazetce szkolnej.
Nie miałam pojęcia o kim mówił mój nauczyciel ale pokiwałam delikatnie głowom by zapewnić go, że może mówić dalej.
-Miała zając się tym Sophie ale dzisiaj dowiedziałem się, że się z tego wycofała nie podając szczegółów. Wydaje mi się, że dała byś radę się tego podjąć. Uważam także, że powinnaś zgłosić się do gazetki szkolnej. przydadzą się im tacy jak ty.
Pan Fry wyciągnął z szuflady swojego drewnianego biurka jedną z moich prac. Spojrzał na nią z uznaniem i podał mi ją.
-To twoja sprawa i powinnaś to oczywiście jeszcze przemyśleć ale jeśli chcesz znać moje zdanie to uważam, że nadajesz się idealnie.
Popołudnie tego dnia spędzam w domu Luka i Sophie. Kiedy zapukałam do drzwi brunetka otworzyła je z wyraźnym smutkiem. Od razu zapytałam co się dzieje a wtedy dziewczyna rzuciła mi się na szyje z płaczem. Z początku nie miałam pojęcia o co chodzi i co się stało. Byłam wręcz przekonana, że ma to związek z Samem... jak zwykle, ale nie miało.
Po chwili w drzwiach pokoju pojawił się Luke który uśmiechnął się do mnie smutno.
-Przepraszam, że nie mogłeś przyjść w weekend Luke. - powiedziałam kiedy moja przyjaciółka w końcu się ode mnie odsunęła. - Wszystko w porządku?
-Nie zupełnie. - stwierdził brunet bawiąc się swoimi palcami.
-W ogóle nie jest w porządku. - poprawiła go dziewczyna i udała się do kuchni.
-O co chodzi? - zapytałam, byłam dosyć mocno zdezorientowana.
-Um... W sumie to nic takiego... Chcesz herbaty? Przeprowadzamy się. Jaki smak tej herbaty? - brunet dołączył do swojej siostry.
-Czekaj co?
-Jaką chcesz herbatę? - powtórzyła Sophie.
-Pytam serio.
-Przeprowadzamy się. - powiedział nagle brunet ale ta informacja nie bardzo do mnie dotarła.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Jak za pewne widzicie jest inny szablon (nie robiłam go sama) dajcie więc znać co o nim sądzicie w komentarzach.
Ktoś chyba też kiedyś mnie pytał o zwiastun dlatego zmobilizowałam się i postanowiłam takowy wykonać. Robiłam go sama więc naprawdę zależy mi na waszej opinii. Zwiastun znajdziecie na końcu notki i w zakładce "zwiastun".
Po raz kolejny przepraszam za to że rozdział jest dopiero teraz ale przyznam się bez bicia, że wena mnie ostatnio opuściła a zabierałam się do tego rozdziału od opublikowania poprzedniego ale tak jak mówiłam nie miałam kompletnie pomysłu.
No i oczywiście bardzo dziękuję, że ostatnim razem prawie wszyscy przeczytali notkę pod rozdziałem i objawili to bardzo oryginalnym hasłem w komentarzach. :)
Mam nadzieję, że święta minęły wam miło :) Kocham was.
*Nastąpiło także parę zmian w zakładce "Bohaterowie" więc zapraszam*
Zwiastun :
>> Przeczytałeś? Daj znać co myślisz. <<
Hejka misiu :) co tu dużo pisać , rozdział jest naprawde dobry . Szablon piękny a zwiastun cudooowny . Naprawde doceniam twoje dzieło i w pełni rozumiem czemu rozdziały są tak późno dodawane . Czekam na next ���� @pizza_nialla
OdpowiedzUsuńZwiastun obejrzę kiedy indziej a szablon super :) Zaraz zajrzę do zakładki :3
OdpowiedzUsuńRozdział jest hevxuenxhgeixgu <3
Błagam niech będą częściej :(
@Elissabetthh
Blog wspaniały! Bardzo ciekawa historia :) czekam z niecierpliwością na następny ty rozdział :*
OdpowiedzUsuń