Rozdział 6


Obudziłam się następnego dnia rano kiedy przez niezasłonięte okno wpadało do pokoju światło słoneczne. Było to troszkę zaskakujące ze względu na to, że był to Londyn, a miasto to należało bardziej do tych w których wiecznie padało.

Na łóżko leżałam w pozycji której na pewno bym się nie spodziewała. Moje nogi były przerzucone przez cało blondyna który rozłożył się na łóżku jak rozgwiazda. Przez cały czas spał i wyglądał przy tym tak niewinnie i słodko, że gdyby nie ta blond grzyweczka nie wiem czy nie pomyliłabym go z kimś innym. Podniosłam powoli nogi ale było to widocznie zbyt mało ostrożnie bo po chwili poczułam ręce chłopaka owinięte wokół moich kostek.
-Gdzie uciekasz? - mruknął ciągle sennym i lekko zachrypniętym głosem.
-Chciałabym wstać bo tak jakby chce mi się siusiu. - powiedziałam cicho patrząc na niego pod
lekkim wrażeniem. Nie wiem jakim cudem udało mu się złapać moje nogi skoro dopiero wyrwałam go ze snu a on nawet nie otworzył jeszcze oczu.
-Nie mogłaś chwilę poczekać tak, żebym też miał okazję się wyspać? - otworzył oczy i przetarł twarz jedną ręką.
-A że to niby moja wina że się nie wyspałeś?
-Sory ale rzucałaś się po tym łóżku jak pchła na kołnierzu.
-To jest moje łóżko więc mogę robić sobie w nim co chcę za to ty miałeś zostać na swojej krawędzi a nie rozkładać się jak rozgwiazda. - zaśmiałam się cicho.

~***~

Dwa tygodnie później złapałam się  na ponownym zamulaniu w pokoju, okryta cieplutkim kocykiem z kubeczkiem gorącej herbaty w ręku, oglądając zaległe odcinki Teen Wolfa. Na moje usprawiedliwienie chciałam tylko powiedzieć, że miałam do tego pełne prawo zważywszy na to, że ostatnimi czasy bardzo ale to bardzo się "uspołeczniałam".

Każdego dnia starałam się wyjść gdzieś z kimś po lekcjach tylko po ty bo po raz kolejny nie zostać sam na sam z moimi myślami w pokoju. Parę razy spotkałam się nawet z Niallem i jego kolegami którzy nie byli w sumie tacy głupi jak mi się na początku wydawało.

W przeciągu tych twój tygodniach byłam z Sophie na zakupach chyba z pięć razy i za każdym razem mówiła tylko o jednym. O Samie. Tylko jej poglądy bardzo szybko się zmieniały więc w sumie to już sama nie wiem na czym oni stoją. Raz mówiła, że jest okropną cholerną świnią i że powinien zginąć a następnym razem słyszałam, że naprawdę go kocha i, że to na pewno wszystko wina Jessie do której w ogóle się nie odzywała. Jessica dobrze wiedziała, że wina leży też po jej stronie dlatego mimo swoich początkowych prób przeproszenia i ponownego zaprzyjaźnienia się z Sophie w końcu postanowiła odpuścić i stara się nie mieszać w tą całą sprawę. Postanowiła nawet zmienić szkołę co w sumie nie było dla nas wszystkich jakimś wielkim szokiem, było smutno ale każdy w naszej "paczce" (o ile w ogóle się do niej zaliczam) miał ją trochę za sukę za to co zrobiła Sophie. Dlatego Eva nie odzywała się do niej podobnie jak jej przyjaciółka a ja robiłam to bardzo sporadycznie. Chłopacy podobnie potraktowali Sama. Mimo, że Niall, Liam i reszta drużyny nie raz zdradzili swoją dziewczynę dobrze wiedzieli, że zdradzić ją z jej przyjaciółką to największe możliwe świństwo.
Coś koło 11 w nocy usłyszał dźwięk przychodzącego sms. Nie odrywając wzroku od ekranu na którym ciągle wyświetlał się chyba już setny odcinek mojego ulubionego serialu, sięgnęłam po telefon i jednym zwinnym ruchem odblokowałam go.

Wiadomość pochodziła od niezapisanego numeru co lekko mnie zdziwiło i muszę przyznać jeszcze bardziej zdenerwowało. Po przeczytaniu pierwszej linijki wiadomości moje serce zaczęło bić szybciej a ja zerwałam się z łóżka niemal zrzucając mojego laptopa. Zacisnęłam mocno oczy nie chcąc czytać dalej ale wiedziałam, że ciekawość niestety ze mną wygra. Uchyliłam powieki wciąż mając dosyć dużą nadzieję, że to tylko pomyłka. Jednak kiedy dotarłam do ostatniego słowa wiedziałam, że sms został wysłany do mnie celowo a oczy zaczęły piec mnie od łez.

Nieznany: Witaj śliczna, szkoda, że wtedy przeszkodził nam twój kuzyn, chętnie zrobiłbym z tobą teraz to co ci wtedy mówiłem. O boże Zoe nawet sobie nie wyobrażasz jak wariuję tylko na samą myśl o tych twoich blond włoskach rozrzuconych po poduszce i cichych jękach wydostających się z twoich cudownych usteczek.

Mój oddech stawał się coraz cięższy z każdym kolejnym razem gdy czytałam wiadomość. To wracało, chmara wspomnień po raz kolejny zaczęła wlatywać do mojej głowy i infekować wszystko co dobre. Wiedziałam, że jestem bliska płaczu i nie wytrzymałam kiedy przeczytałam treść kolejnego sms.

Nieznany: Tęsknię, za tymi twoimi krągłościami, wiesz? Dalej jesteś taka przy kości? Mam cholerną nadzieję, że tak.

Łzy leciały mi po policzkach strumieniami. Dlaczego musiał do mnie pisać? Dlaczego chce mi wszystko spierdolić? Dlaczego on mi to robi?

Nieznany: Oh doskonale pamiętam, jak próbowałaś zgrywać niedostępną ale tak naprawdę wszyscy wiedzieliśmy, że jesteś tylko dziwką.

Przyszedł kolejny.

Nieznany: Pewnie teraz dajesz dupy każdemu hm? Tak myślę, bo no cóż, inaczej nie miała byś nikogo, tylko tak możesz sobie wykupić czyjąś znajomość. No ale cóż, tak to już jest jak się ma charakter wrednej suki a wygląd otyłej pięciolatki.

I kolejny.

Nieznany: Suka.

A potem już tylko cała seria nieprzyzwoitych słów i określeń.

W końcu nie wytrzymałam i uderzyłam telefonem z całej siły w ścianę. iPhone odbił się od niej i spadł na ziemię rozwalając się na kilka części. Zsunęłam się na podłogę z głośnym szlochem. Miałam tego dość. Za każdym razem gdy próbowałam uciec od przeszłości ona uderzała we mnie z wzmocnioną siłą.

Doskonale wiedziałam od kogo był każdy jedne z tych sms. Doskonale pamiętałam jego twarz. Ciemno brązowe włosy postawione na żel, brązowe duże oczy, idealne rysy twarzy i ten chytry uśmieszek gdy tylko jego spojrzenie spotkało się z moim. Nienawidziłam go, nienawidziłam go z całej siły za to co mi zrobił a on widocznie nienawidził mnie za to, że jako jedyna mu nie uległam bo wiedziałam, że był największym możliwym chujem na tym świecie. Ojć, nadal nim jest.
- Uspokój się Zoe, musisz się wziąć w garść, musisz cholera jasna. - powtarzałam na głos ciągnąc lekko za swoje włosy.

Zanim się obejrzałam stałam przed lustrem w łazience i patrzyłam na swoje odbicie które, ani trochę mi się nie podobało. Oddychałam ciężko i obserwowałam kapiące z policzków łzy. Nie jestem wstanie powiedzieć czy byłam bardziej wkurwiona na siebie czy na tego zboczeńca
Nie minęło nawet parę minut kiedy patrzyłam na siebie trzymając nożyczki w ręki. Oddychałam już spokojnie ale ciągle targały mną różne emocje. Wzięłam kosmyk  i go delikatnie przycięłam, zrobiłam tak też zresztą też z resztą włosów ale to mi nie wystarczyło. Za wszelką cenę chciałam się zmienić, chciałam nie przypominać tamtej dziewczyny już nigdy więcej. Nie mam pojęcia czemu mój wybór padł akurat na zmianę koloru włosów ale.. a nie chwila wiem " wariuję tylko na samą myśl o tych twoich blond włoskach rozrzuconych po poduszce". Kurwa.

Chwilę potem zaczęłam wywalać wszystko z szafki w łazience mojej cioci tylko po to by znaleźć kilka farb do włosów o różnych kolorach.

~***~
Do poniedziałku nie wychodziłam z domu ani nigdzie się nie pokazywałam. Nie chodziło o to, że nie byłam pewna tego, czy wyglądam dobrze, bo mojej cioci i mi się to naprawdę podobało. Serio, to był chyba pierwszy raz w moim życiu kiedy spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że moja fryzura nie wygląda jakby coś na nią nasrało. Bardziej bałam się, że zostanę wyśmiana, że idą z moimi "przyjaciółmi" usłyszę komentarz "Przefarbowałaś się, żeby lepiej wyglądać? Cóż, przynajmniej próbowałaś". Moja ciocia sama wiedziała, że chcę uniknąć takich sytuacji więc kiedy Luke przyszedł do mnie niedzielnego popołudnia skutecznie go spławiła mówiąc, że nie czuję się najlepiej i mam wypocząć by móc iść w poniedziałek do szkoły pełna siły i energii. Tak więc cały weekend rozkoszowałam się towarzystwem mojej cioci i poznawaniem jej poglądów na różne tematy.

Poniedziałek niestety nadszedł dużo szybciej niż zwykle a ja wiedziałam, że nie jestem ani trochę gotowa na te złośliwe komentarze, zresztą kto mógł by się do tego przygotować?

Chyba przez jakieś pół godziny błagałam moją ciocię by pozwoliła mi zostać w domu ale była nieubłagana.
-Kochanie, dobrze wiemy, że i tak będziesz musiała się im pokazać, wyglądasz ślicznie a jak coś im się nie spodoba to będą mieć do czynienia z moimi bliskimi przyjaciółmi księgowymi, to znaczy nie mów im, że są księgowymi tylko, że są groźni. Księgowych się raczej nie wystraszą. - zaśmiała się po czym wyszła z mojego pokoju.

Zawinęłam się w kołdrę dzięki której czułam się bezpieczna jak małe dziecko i miałam pewność, że nikt mnie nie dopadnie.

-Zoella, mówię poważnie wstawaj bo inaczej nie zabiorę cię do szkoły i jeszcze większa część tego miasta cię tak zobaczy! - krzyknęła z dołu a ja już wiedziałam, że nie ma odwrotu i nie uchronię się przed pójściem do szkoły.

Zbliżał się koniec ostatniej lekcji a ja byłam pod wielkim wrażeniem, że udało mi się wytrwać. Nie wiem czym się tak przejmowałam, mogłam to przewidzieć, nikt  nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Nikt przecież nigdy nie zwracał na mnie uwagi.

W szkole nie było  Luka i Sophie co nie było zbyt miłe bo kompletnie nie miałam z kim gadać na przerwach. Nie miałam nawet okazji aby do nich zadzwonić ponieważ bo tym jak powiedziałam cioci, że mój smartfon został zniszczony w czasie imprezy (na której nawet nie byłam) ona stwierdziła, że na nowego muszę zasłużyć mimo iż jak sama się określiła, jest "super wyjebistą opiekunką". (Tak naprawdę się tak nazwała.)

Kiedy w końcu zabrzmiał dzwonek oznaczający koniec lekcji angielskiego, pozbierałam szybko moje książki i udałam się do wyjścia z klasy. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu zatrzymał mnie nasz nauczyciel od angielskiego który muszę przyznać był dość przystojny.

-Zoella, mogę cię prosić żebyś została chwilę po lekcjach? - zapytał uśmiechając się do mnie.
-Oczywiście proszę pana. - mruknęłam cicho i stanęłam koło biurka. Kiedy wszyscy wychodzili zauważyłam Nialla który patrzył na mnie przez chwilę a potem spojrzał groźnym wzrokiem na nauczyciela.

W końcu kiedy wszyscy wyszli mój nauczyciel obrócił się do mnie i popatrzył na mnie z szerokim uśmiechem.
-Mam do ciebie prośbę Zoello...
-Jakby Pan mógł mówić Zoe... nie lubię mojego pełnego imienia... - poprosiłam dosyć nieśmiało.
-Oczywiście, a więc Zoe...
Nauczyciel chyba zauważył, że zaczęłam się dosyć mocno denerwować. Zresztą kto by się nie denerwował? Miałam tylko wielką nadzieję, że to nie miało żadnego związku z moją ostatnio oddaną pracą.
-Spokojnie. - powiedział z uśmiechem i usiadł na swoim krześle. - Otóż, jak na każde zakończenie semestru odbędzie się apel na sali gimnastycznej ale myślę, że już o tym wiesz...
Apel? Znałam to tylko z filmów dla nastolatków.
-W każdym razie... - ciągnął dalej - Będzie nam potrzebny ktoś kto napisze przemowę dla Perrie, nie wiem czy ją znasz, jest w twoim wieku, pracuje też przy gazetce szkolnej.
Nie miałam pojęcia o kim mówił mój nauczyciel ale pokiwałam delikatnie głowom by zapewnić go, że może mówić dalej.
-Miała zając się tym Sophie ale dzisiaj dowiedziałem się, że się z tego wycofała nie podając szczegółów. Wydaje mi się, że dała byś radę się tego podjąć. Uważam także, że powinnaś zgłosić się do gazetki szkolnej. przydadzą się im tacy jak ty.

Pan Fry wyciągnął z szuflady swojego drewnianego biurka jedną z moich prac. Spojrzał na nią z uznaniem i podał mi ją.
-To twoja sprawa i powinnaś to oczywiście jeszcze przemyśleć ale jeśli chcesz znać moje zdanie to uważam, że nadajesz się idealnie.

Popołudnie tego dnia spędzam w domu Luka i Sophie. Kiedy zapukałam do drzwi brunetka otworzyła je z wyraźnym smutkiem. Od razu zapytałam co się dzieje a wtedy dziewczyna rzuciła mi się na szyje z płaczem. Z początku nie miałam pojęcia o co chodzi i co się stało. Byłam wręcz przekonana, że ma to związek z Samem... jak zwykle, ale nie miało.

Po chwili w drzwiach pokoju pojawił się Luke który uśmiechnął się do mnie smutno.
-Przepraszam, że nie mogłeś przyjść w weekend Luke. - powiedziałam kiedy moja przyjaciółka w końcu się ode mnie odsunęła. - Wszystko w porządku?
-Nie zupełnie. - stwierdził brunet bawiąc się swoimi palcami.
-W ogóle nie jest w porządku. - poprawiła go dziewczyna i udała się do kuchni.
-O co chodzi? - zapytałam, byłam dosyć mocno zdezorientowana.
-Um... W sumie to nic takiego... Chcesz herbaty? Przeprowadzamy się. Jaki smak tej herbaty? - brunet dołączył do swojej siostry.
-Czekaj co?
-Jaką chcesz herbatę? - powtórzyła Sophie.
-Pytam serio.
-Przeprowadzamy się. - powiedział nagle brunet ale ta informacja nie bardzo do mnie dotarła.
 _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Wiem, wiem, rozdział jest makabryczny i powinni mnie za niego zamknąć bym już nigdy nie miała możliwości pisania. Ale cóż... coś wyskrobać trzeba było a wierzcie mi pisałam ten rozdział i kasowałam chyba z jakieś 15 razy eww. 
Jak za pewne widzicie jest inny szablon (nie robiłam go sama) dajcie więc znać co o nim sądzicie w komentarzach. 
Ktoś chyba też kiedyś mnie pytał o zwiastun dlatego zmobilizowałam się i postanowiłam takowy wykonać. Robiłam go sama więc naprawdę zależy mi na waszej opinii. Zwiastun znajdziecie na końcu notki i w zakładce "zwiastun". 
Po raz kolejny przepraszam za to że rozdział jest dopiero teraz ale przyznam się bez bicia, że wena mnie ostatnio opuściła a zabierałam się do tego rozdziału od opublikowania poprzedniego ale tak jak mówiłam nie miałam kompletnie pomysłu. 
No i oczywiście bardzo dziękuję, że ostatnim razem prawie wszyscy przeczytali notkę pod rozdziałem i objawili to bardzo oryginalnym hasłem w komentarzach. :)
Mam nadzieję, że święta minęły wam miło :) Kocham was. 

*Nastąpiło także parę zmian w zakładce "Bohaterowie" więc zapraszam* 
Zwiastun : 

>> Przeczytałeś? Daj znać co myślisz. << 


Rozdział 5

! PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM ! 
Reszta tygodnia minęła mi dosyć spokojnie. Całkiem możliwe, że znowu zaczęłam izolować się od wszystkich którzy mnie otaczali. To naprawdę nie jest ich wina i ja o tym wiem. Lubię Harrego, Luka, Sophie, Jessice, Sama i wszystkich innych z tej paczki ale po prostu nie jestem typem człowieka który uwielbia przebywać w czyimś towarzystwie, a jeśli już tak jest to musi to być naprawdę bardzo bliska mi osoba.
Po tym jak spędziłam prawie cały tydzień w zaciszu swojego pokoju, słuchając głośno piosenek moich ulubionych zespołów doszłam do wniosku, że nie jestem i nigdy nie będę taką w pełni normalną nastolatką która ma mnóstwo znajomych i która próbuje bawić się ile może. Nie przeszkadzało mi to. Do pewnego momentu.
Czasami człowiek ma tak, że za wszelką cenę próbuje aby każdy się od niego odczepił bo uważa, że ci ludzie są tylko irytujący ciągle się martwiąc. Jednak kiedy zostaje w końcu sam, nie jest już tak kolorowo. Zostaje sam ze wszystkim. Nie ma obok niego nikogo do kogo mógł by się przytulić. Nie ma żadnej przyjaciółki która widząc smutek na twarzy postanowiła by, że warto podjąć się wyprawy do macdonalda na podwójnego hamburgera z całą tacką frytek. Nie ma rodzica który doradziłby co robić. Nie ma nikogo. I zostaje się samym, tak jak się chciało, ale wtedy to już nie jest to czego chcieliśmy i zaczynamy zastanawiać się co zrobiliśmy źle, że ludzie postanowili się od nas odsunąć.
W ciągu całego tygodnia Harry namawiał mnie na jakieś wyjście około 15 razy a moją odpowiedzią za każdym razem było "nie". Loczek nie pytał dlaczego a więc nie musiałam wysilać się na jakieś nudne wymówki. Inaczej było z Lukiem. On nie dawał za wygraną, za wszelką cenę próbował wyciągnąć mnie z domu, żebym tylko nie siedziała sama. W końcu jednak i on odpuścił. Nie przestał się jednak do mnie odzywać. Dziennie dostawałam po kilkanaście sms od niego a na każdej przerwie rozmawiał ze mną o przystojnych chłopaka w szkole i narzekał na nauczycieli. Nie czułam się tak bardzo samotna. Do momentu...
Właśnie, do momentu. Najgorsza fala smutku przyszła do mnie czwartkowego wieczoru następnego tygodnia. Leżałam na łóżku wpatrzona tępo w sufit. Po mojej głowie zaczynało krążyć wiele myśli. Od tego jak bardzo beznadziejna jestem przez odsuwanie od siebie każdego nawet do obwiniania się o wypadek w czasie którego zginęła jedyna bliska mi osoba, moja mama. I nie był to pierwszy raz kiedy zwalałam całą winę na siebie.
Wiedziałam, że gdyby nie ja do wypadku by nie doszło. Wiedziałam, że gdyby nie moje naciski aby ponownie pojechać do domu dziecka, mama by żyła. Wiedziałam, że gdyby nie próbowała pocieszyć mnie nie odwróciłaby wzroku od drogi, wypadek nie miałby miejsca, a ja nie straciłabym jej. Wszystko było moją winą.
Moje myśli zaczęły szaleć a ja zaczęłam przywoływać wszystkie złe wspomnienia których byłam powodem. Widziałam siebie leżącą na łóżku w szpitalu kiedy dziadkowie stali obok mnie i płakali bo oni w przeciwieństwie do mnie już wiedzieli. Wiedzieli, że zostałam sierotą. Widziałam jak wujek Jake krzyczy na ciocię Mirandę, że nie obchodzi go to, że nie mam gdzie się podziać, że on mnie nie chce w tym domu bo nie ma nawet chwili spokoju. Wiem, że był wtedy pijany, ale podobno niektórzy potrafią być naprawdę szczerzy kiedy są pijani. Słyszałam śmiechy kolegów Marka którzy mówili, że byłabym dobrą dziwką i, że powinien mnie pilnować, żebym nie zrobiła ze swojej dupy hotelu bo jestem do tego zdolna. Potem słyszę głos mojego naprutego kuzyna który mówi, że najpierw musiałabym stracić na wadze jakieś 20 kilo bo bym kogoś przygniotła. Pamiętam babcię która mówiła, że nie powinnam tyle jeść bo już i tak jestem wystarczająco otyła. Nie zapomniałam żadnego z obraźliwych słów skierowanych w moją stronę. To wszystko w mojej głowie było takie wyraźne, że miałam wrażenie, że wróciłam do tych chwil.
Po moich policzkach spływały duże krople łez. Wiem, że nie można rozdrapywać starych ran, ale dla mnie jest to po prostu czasami nie możliwe. Po chwili wybuchłam głośnym i panicznym płaczem dziękując w duchu, że ciocia po raz kolejny musiała wyjść na noc. Nie umiem określić dlaczego płaczę, to się po prostu dzieje i chociaż nie wiem jak bardzo chciałabym to powstrzymać nie umiem. Nie pamiętam kiedy ostatnio taka sytuacja miała miejsce.
Podniosłam się powoli z łóżka i ciągle ciężko oddychając przeszłam do łazienki w której uklękłam nad kiblem i czekałam aż wszystko zwrócę. Wiedziałam, że to nadchodzi bo zawsze tak było. Od pewnego czasu w ogóle mi się to nie zdarzało, ale przeżyłam dużo podobnych sytuacji w moim może nie zbyt długim życiu i dobrze wiedziałam czego powinnam się spodziewać.
Minęło parę długich minut zanim podniosłam się na równe nogi i spojrzałam w lustro. Patrzyłam na siebie  przez chwilę a kolejna seria łez zaczęła spływać po moich policzkach. Popatrzyłam na kosmetyczkę leżącą pod lusterkiem. Zastanawiałam się czy znalazłam bym tam ten mały srebrny przedmiot którego jedna połowa mnie teraz tak bardzo potrzebuje. Szybko zakryłam twarz rękoma chcąc o tym nie myśleć.
-Nie wolno ci do tego wracać, nie z takiego powodu, nie teraz, nie! - powtórzyłam to kilka razy.
Zrobiłam kilka głębszych oddechów i nachyliłam się do umywalki by opłukać twarz zimną wodą po czym wróciłam do pokoju.
Zawinęłam się w pościel i próbowałam zasnąć mając nadzieję, że te wszystkie głupie wspomnienia w końcu wyfruną z mojej głowy i nie będzie konieczności by otwierać mój przeklęty zeszyt.
Nie ruszałam go od momentu przyjazdu tutaj. Był dla mnie przeklęty ponieważ zawierał wszystko czego chciałam się pozbyć. Kiedyś przeczytałam na jakiejś stronie, że jeśli ma się "silne powroty do przeszłości" warto tego wypróbować. Chodziło o to, że piszesz lub rysujesz to co siedzi ci w danej chwili w głowie i pozwalasz temu czemuś ulecieć przez długopis na kartkę. Pomagało mi to, lecz tylko w wyjątkowo kryzysowych sytuacjach a więc znajdowało się tam dużo, rzeczy których naprawę nie chciałam rozpamiętywać. Niektóre rysunki i wpisy były do siebie podobne tematami bo historia bardzo lubi się powtarzać a ja mam tendencję do częstego zaglądania w przeszłość.

~***~
Następnego dnia obudziłam się bez najmniejszej ochoty na ruszanie się gdziekolwiek. Postanowiłam sobie, że jest to idealna dzień na pozostanie w łóżku i pooglądanie bajek co i tak należało do moich ulubionych zajęć. Zadzwoniłam do cioci i powiedziałam jej, że czuję się dzisiaj naprawdę źle, co w sumie nie było w cale kłamstwem, a ona zgodziła się bym poleżała w domu i wypoczęła. 
Dopiero około 14 stwierdziłam, że należałoby zejść na dół by coś zjeść. Jednak po drodze na parter stwierdziłam, że nie jestem głodna i nie było to wcale spowodowane widokiem moich nóg które wyglądały jak dwie wielkie parówki. Zabrałam z lodówki zimną butelkę wody i ponownie poczłapałam na górę by skończyć oglądać film "Zakochana złośnica" który wygrał pojedynek między dwoma innymi filmami. Postanawiam, że następną rzeczą który obejrzę będzie bajka "Kraina lodu" bo tak jestem nastolatką ale ciągle mam słabość do tego typu filmów.
Kilka godzin później usłyszałam głośne pukanie i niejednokrotny dźwięk dzwonka do drzwi. Pierwszą myślą jaka zrodziła się w mojej głowie było to, że to moja ciocia. Po chwili zdałam sobie jednak sprawę z tego, że ma ona przecież klucze do domu.
Drzwi otworzyłam dosyć niepewnie i powoli a moim oczom ukazała się Sophie ze wszystkimi sezonami "przyjaciół" pod pachą oraz Luke z cała siatką jedzenia. Zaśmiałam się cicho na ten widok a oni weszli do środka bez zaproszenia.
Brunetka położyła płyty na stoliczku w salonie po czym sama uwaliła się na kanapie. Luke ruszył najpierw do kuchni, żeby rozpakować pełną siatę.
Po chwili zauważył chyba, że patrzę na nich oboje dosyć pytająco.
-No co? Nie chciałaś iść na imprezę to impreza przyszła do ciebie. - zaśmiał się cicho.
-Możliwe, że przyjdzie jeszcze parę innych osób... - dodała Sophie.
-Ale...
-Żadnych ale twoja ciocia będzie dopiero jutro i powiedziała, że nie ma żadnego problemu byśmy przyszli.
Luke popatrzył na mnie szczerząc się a po chwili zmierzył mnie uważnie wzrokiem.
-Chyba bardziej czarno nie mogłaś nie ubrać - zaśmiał się.
-Mogła założyć czarne emu - dołączyła się Sophie podchodząc do nas, a ja dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że ciągle jestem w moich szarych emu, leginsach i czarnej bluzie z napisem "I'm only happy when it rains".


-Kto normalny nosi emu po domu kiedy na dworze jest 15 stopni? - oburzył się nastolatek otwierając lodówkę.
-Dużo ludzi! Było mi cholernie zimno no - mruknęłam i zrobiłam smutną minkę.
-Pfff zimno krwista. - zaśmiał się.
-Bu... nie lubię cię. - pokazałam mu język
-NIE POKAZUJ JĘZYKA BO CI KROWA NASIKA
-O boże jesteście jak dwa bachory. - usłyszałam głośny śmiech Sophie. -Idź się lepiej przebierz.
Brunetka poklepała mnie po ramieniu.
-Kto jeszcze będzie? - westchnęłam cicho.
-Harry i Lou na pewno... - mówiła powoli.
-Harry w życiu nie przepuściłby możliwości obejrzenia przyjaciół a Lou to po prostu Lou i nigdy nie przepuści możliwości by spędzić czas z Harrym. - skomentował jej brat.  -Poza tym będzie chyba cała reszta naszej paczki, Nie jestem tylko pewien co do Liama.
-Czyli ty, Sophie, Harry, Louis, Eva, Jessica i Sam?
-Nie, Sam nie może. - mruknęła cicho i smutno brunetka.
-Czemu? - zmarszczyłam brwi patrząc na nią.
-Um... powiedział, że nie może.
Okej, coś mi tu śmierdzi. Dowiem się czemu nie mógł, mimo, że wcale nie zależy mi na jego obecności. Mam wrażenie, że coś jest na rzeczy i tyle.
-Jeszcze Niall. - wypalił nagle brunet zapełniając swoją buzię popcornem z paczki który zdążył już wygrzebać z reklamówki.
-I chcecie mi wmówić oboje, że skończy się na oglądaniu przyjaciół? Że Niall i Eva będą niby zainteresowani?
-Okej widać, że nie znasz jeszcze naszej panny E - zaśmiała się Sophie podchodząc do Luka i uderzając go lekko w rękę tak by w końcu przestał podżerać.
-Eva tylko zgrywa taką groźną, serio, mogę chyba nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest bardziej urocza niż Jessica.
-Uważasz, że Jessie jest urocza? No no no - zaśmiałam się.
-Halo, jestem gejem? Pamiętasz?
-Orientację zawsze można zmienić. - i z tym komentarzem odeszłam na piętro by trochę się ogarnąć i przede wszystkim przebrać.


Po paru minutach zeszłam na dół a wszyscy siedzieli już w salonie. Luke krzątał się po kuchni, Eva siedziała na blacie i z nim rozmawiała, mimo, że mogę się założyć, że on tak naprawdę niczego nie słuchał. Sophie siedziała na ziemi pod fotelem na którym uwalił się Niall pijąc jak przypuszczam nie pierwszą puszkę piwa, a reszta siedziała na kanapie. Był też Sam... na którego kolanach siedziała Jessica... okej.
Po przyglądnięciu się każdej dziewczynie doszłam do wniosku, że mimo iż się przebrałam wcale nie pasowałam do tego towarzystwa. W przeciwieństwie do nich ja byłam ubrana w czerwony, cieplutki sweterek i czarne leginsy, bo przepraszam bardzo ale swetry i leginsy to moja miłość! Na całe szczęście pozbyłam się moich okularów i emu.
-No no kto raczył w końcu zejść na dół... - usłyszałam śmiech Nialla.
-Horan, zajmij się serialem ok?
-Właśnie doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie pogadać niż oglądać. - odezwała się Jessica opierając się o plecy Sama i tak, po raz drugi OKEJ.
-Czyli tak jak mówiłam. -zaśmiałam się i usiadłam koło Sophie ale odpowiednio daleko od Nialla.
Moment potem do naszego zbiorowiska w salonie dołączyła się Eva i Luke z wypchaną od czekolady buzią.
-Gramy w pytanie czy wyzwanie? - zaproponowała Eva.
-To zacznij skoro proponujesz. - skomentował Luke kiedy udało mu się opanować to co miał w buzi.
-Okej... więc... Niall, pytanie czy wyz..
-Wyzwanie. - odpowiedział pewnie blondyn.
-Przeliż się z dowolnie wybranym chłopakiem w tym pomieszczeniu...
Aha, serio? Ja się z dziewczyną nie będę całować!
-Jezu przecież on tego nie...- zaczął Luke ale nie zdążył skończyć bo został uciszony przez Nialla a konkretniej jego usta.
Ich pocałunek nie trwał długo, o ile mogę to tak nazwać bo oni się bardziej żarli ale okej.
-I jak? -zapytał pewnie Niall wracając na swoje miejsce.
Luke jedynie się wzdrygnął na co wszyscy się zaśmiali.
-Louis pytanie czy wyzwanie?

Gra trwała dosyć długo zanim zdążyli w końcu dotrzeć do mnie z czego szczerze mówiąc nie byłam zadowolona.
-Zoe. Pytanie czy wyzwanie? - zapytał Sam ponownie sadzając Jessice na swoich kolanach.
Myślałam przez chwilę zastanawiając się co mam do stracenia ale po tym jak Luke dostał wyzwanie by przebiec się nago po ulicy, Louis zilustrować jak mniej więcej wyglądał by jego seks z facetem, a Jessica miała udawać przy wszystkich orgazm byłam chyba pewna swojej decyzji.
-Pytanie.
-Jesteś dziewicą? - i no kurwa wiedziałam, że o to zapyta.
-Tak. - powiedziałam cicho i czekałam na komentarze typu "nadawałabyś się na dziwkę".
-Serio? - zdziwił się.
-A co miała się pieprzyć z kuzynem? - zaśmiała się Sophie która przez pół wieczora topiła swoje smutki w alkoholu więc była już dosyć wstawiona.
-Mogła z jakimś jego kumplem. - jak zwykle pan Horan musiał dodać swoje trzy słowa.
-Ale nie jestem dziwką więc tego nie robiłam. - wstałam powoli z miejsca i udałam się na piętro do łazienki.
-Gdzie idziesz? - zwołała Jessica.
-Obraziła się. - zaśmiał się blondyn.
-Dla twojej wiadomości idę się wysrać Horan! -krzyknęłam z góry.

Wróciłam na dół po jakiś 15 minutach bo musiałam się trochę uspokoić. Na dole nie było ani Jessici ani Sama, a Sophie siedziała, wyraźnie zdołowana mimo wypitej ilości alkoholu, na ich miejscu na kanapie. Podeszłam do niej i wcisnęłam się na kanapę.
-Gdzie Jessie i Sam? - spytałam Luka który gadał z Evą.
-Pieprzą się u ciebie w pokoju. - powiedziała bez emocji jego siostra.
-Będziesz musiała zmieniać kołdrę. - zaśmiał się Niall. - no chyba, że lubisz tak sobie spać z myślą że twoi znajomi pieprzyli się w tej samej kołdrze i masz teraz prawdopodobnie twarz w miejscu gdzie twój kolega...
-Dobra skończ. - powiedziałam szybko bo na samą myśl robiło mi się niedobrze.
Po chwili na dół zeszła Jessie, wyraźnie potargana swoją drogą i no cóż, prawie pół ubrana. Od razu poszła do kuchni.
-Co to? - zapytał Sam schodząc po schodach, jedną ręką zapinając rozporek a w drugiej trzymając jakiś zeszyt.
Nie chwila, to nie był JAKIŚ zeszyt, cholera!
-Pokaż! - krzyknął Louis podchodząc do niego i wyrywając mu go z ręki.
-Jezu nie proszę oddaj mi to. - szybko do nich podeszłam i chciałam zabrać brunetowi notes ale cóż, wzrost nie pozwalał.
-Powiedz co to. - zaśmiali się oboje.
-Po prostu mi to oddaj. - jęknęłam cicho.
Nikt nie reagował. Możliwe, że dlatego, że Harry spał już na kanapie, Sophie była zbyt spita żeby i tak cokolwiek zrobić, a Luke i Eva, chyba też już za mocno nawaleni rechotali się z czegoś, a Niall to po prostu dupek i jego na pewno bawi to, że podskakuje jak głupia.
-Ty! Tu jest coś napisane! - krzyknął podekscytowany Louis.
-To jest całe zapisane geniuszu. - oboje zaczęli przeglądać ten zeszyt ale dotarli zaledwie do pierwszej, nie zapisanej strony, kiedy Niall wyrwał im go z rąk.
-Jak dziewczyna mówi, żeby coś oddać to się oddaje nie ważne jak schlanym się jest jasne? - popatrzył na nich i oddał mi mój zeszyt.
-Jezu... ale z ciebie nudny chuj Horan. - mruknął Sam po czym został przyparty do jednej ze ścian przez silniejszego blondyna.
-To nie ja jestem chujem w tym towarzystwie bo to nie ja przespałem się przed chwilą z przyjaciółką mojej dziewczyny i to nie ja miałem ją w dupie przez cały wieczór i to nie mnie bawi nieszczęście innych. - warknął i go puścił a potem wyszedł na dwór przez drzwi na taras.
Obróciłam się i zobaczyłam, że wszyscy patrzą się w naszą stronę łącznie ze śpiącym przed chwilą Harrym który spoglądał to na mnie to na Louisa który ledwo trzymał się na nogach.
Sophie powoli podniosła się z kanapy i popatrzyła na mnie.
-To ja już lepiej pój... - zaczęła ale po chwili straciła równowagę i upadła na kanapę śmiejąc się.
Ona naprawdę za dużo dzisiaj wypiła. Podeszłam do niej i wzięłam ją pod rękę.
-Chodź, prześpisz się u mojej cioci, rozłożę ci materac.
Próbowałam ją podnieść ale byłam za słaba. Na pomoc przyszedł mi Harry który przez cały czas patrzył na Louisa wypalając w nim dziurę wzrokiem.
Udało nam się doprowadzić ją bezpiecznie do pokoju i położyć na rozłożonym przeze mnie materacu. Potem oboje ustaliliśmy, że będziemy co jakiś czas do niej zaglądać. Styles poszedł na dół i po tym jak przekonałam go, że wiem, że Lou był pijany i nie chciał sprawić mi przykrości, postanowił, mimo jego nietrzeźwego stanu trochę z nim porozmawiać.
Poszłam do swojego pokoju i schowałam zeszyt w bezpiecznym miejscu. Postanowiłam także od razu zmienić pościel a tą wrzucić do prania.
Po pewnym czasie (nie jestem w stanie określi ile minut minęło, wiem tylko, że było już koło 3) do mojego pokoju wszedł Niall.
-Um.. wszyscy już śpią, Jessica i Sam na kanapie, Harry i Louis zmieścili się na fotelu, Luke zasnął na podłodze a Eva oparta o fotel a  Sophie śpi na materacu u twojej cioci w pokoju.
Okej czyli dużo czasu zajęło mi zmienianie tej pościeli, ale co się dziwić skoro zawinęłam się w tą świeżą na szczęście, około dziesięć razy?
-Czyli koniec tej cudownej imprezy? - zapytałam sarkastycznie poprawiają poduszkę.
-Taa... um mogę też się gdzieś przespać czy coś? W salonie Luke i Eva strasznie chrapią a Louis jak zwykle gada przez sen.
-Dałabym ci materac ale Sophie już go zajęła.
-A nie masz jakiegoś koca to się na korytarzu położę... - mruknął.
-Głupi jesteś? - parsknęłam. - Nie dam ci spać na korytarzu jak żul.
-To gdzie mam spać? W wannie?
-To też jest jakaś opcja. - zaśmiałam się.
-Mówisz poważnie? Korytarz jest chyba..
-Jak zachowasz bezpieczną odległość to pozwolę ci spać razem ze mną. - mruknęłam i schowałam się pod kołdrę.
-Okej... jak chcesz. - powiedział obojętnie i położył się po drugiej stronie łóżka przy samym rańcie na boku, plecami do mnie.
Leżeliśmy w ciszy przez dłuższą chwilę aż usłyszałam, że obraca się na plecy i cicho wzdycha co oznaczało, że nie śpi.
-Niall?
-Hm?
-Dzięki. - szepnęłam cicho.
-Nie ma za co.

Hej :) 
Mam do was dzisiaj kilka spraw. A więc tak : 
1. Dziękuję bardzo za komentarze, wszyyyyyyyyyyyystkie bardzo dużo dla mnie znaczą :) 
2. PRZEPRASZAM ZA RZADKOŚĆ WSTAWIANIA ROZDZIAŁÓW. NIE MAM OSTATNIO WENY :( 
3. POSTARAM SIĘ WSTAWIAĆ JE CZĘŚCIEJ, NAPRAWDĘ :( 
4. PISZCIE CO CHCECIE BY ZDARZYŁO SIĘ W NASTĘPNYM ROZDZIALE 
5. JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ TĄ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM NAPISZ "horan zmienny jak kobieta w ciąży" CHCĘ ZOBACZYĆ CZY KTOŚ CZYTA TE NOTKI POD ROZDZIAŁAMI LEL 
6. PRZEPRASZAM ZA WSZELKIE BŁĘDY!